sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 5 "You don't be unknown"


-C-cześć Zayn – mój głos załamał się w połowie wypowiedzi.
   W mojej głowie nadal wirowało dziwne ostrzeżenie Chloe. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, a jego uśmiech znacznie się poszerzył. Zapięłam pas wpatrując się w drogę za przednią szybą. Siedziałam sztywno nie wiedząc co powiedzieć. Jego wzrok nadal spoczywał na moim ciele niczym jakiś ciężki kamień.
-Masz ładny samochód.
   Mechanicznie odwróciłam głowę w jego stronę. Od razu podniósł wzrok i odnalazł spojrzeniem moje oczy. Niemal wywiercał w nich dziury próbując wyczytać jakiekolwiek emocje z mojej twarzy. Sama byłam zdziwiona jej kamiennym wyrazem. Co jakiś czas mrugałam, aby choć na chwile przerwać intensywny kontakt wzrokowy. Niemal mogłam usłyszeć łopotanie mojego serca. To nie był dobry znak.
-Dziękuję – powiedział i odwrócił wzrok w stronę przedniej szyby.
   W duchu odetchnęłam z ulgą i niekomfortowo przekręciłam się w swoim fotelu. Przekręcił kluczyk w stacyjce i nacisnął pedał gazu. Odjechaliśmy spod mojego domu w nieznany mi kierunku. Z tego co zaobserwowałam jedziemy w stronę centrum. Chyba, że po drodze skręci w jakieś rozgałęzienie głównej drogi prowadzącej z obrzeży miasta do jego serca. Ostrożnie spojrzałam na niego kątem oka. Nie zauważył. Siedział wyprostowany w swoim fotelu i uważnie wpatrywał się w drogę przed nami. Jego palce wygrywały na kierownicy rytm rockowej piosenki lecącej w radiu. Minimalnie przekręciłam głowę w jego stronę i zmierzyłam wzrokiem jego strój. Czarne wytarte jeansy nie sprawiały wrażenia nowych i myślę, że właśnie tak miało być. Zerknęłam szybko na jego buty. W półmroku panującym w aucie nie mogła przyjrzeć cię nim dokładnie, ale sądzę, że ma na sobie jakiś rodzaj czarnych  martensów. Nie ważne, cos w tym stylu. Powoli podniosłam wzrok wyżej i zawiesiłam go na jego torsie. Biała koszulka na krótki rękaw odsłaniała jego wytatuowane ręce. Rzuciłam przelotne spojrzenie na jego skórę pokrytą czarnym tuszem. Przez brak światła w samochodzie widziałam tylko kontury rysunków pokrywających jego ciało. Ciemnoszary nadruk czaszki w kapeluszu magika zdobił jego koszulkę i dodawał drapieżności całej stylizacji. Odważyłam się spojrzeć na jego twarz. Kilkudniowy zarost zdobił jego policzki. W płatku jego prawego ucha widniał czarny kolczyk, którego wczoraj nie zauważyłam. Ciekawe czy drugie ucho też jest przebite. Włosy chłopaka postawione na żel wyglądały na trochę poczochrane. Stwierdziłam, że taki właśnie miał być ich efekt. Wyglądały perfekcyjnie, ale to nie one interesowały mnie najbardziej. Malinowe wargi zaciśnięte w cienka linię przykuły mój wzrok. Wczoraj dokładnie czułam je na moich. Nie wiem czy powinnam, ale pragnęłam poczuć znowu ich smak. Tutaj. Teraz.
   Przez zamyślenie w którym się chwilowo zatraciłam nie zdałam sobie sprawy, że wciąż się w niego wpatruję, a on zdążył to zauważyć. Oderwał na moment wzrok od pustej, pogrążonej w mroku ulicy i zerknął na mnie.
-Co? – spytał rozbawiony wyrywając mnie z transu.
-N-nic.
   Zawstydzenie w moim głosie było wyczuwalne na kilometr. Spuściłam wzrok zażenowana. Czułam się jak małe, pieprzone dziecko, które zostało przyłapane na podkradaniu słodyczy z szafki. Byłam pewna, że moje policzki oblał rumieniec. Odwróciłam głowę w stronę bocznej szyby udając, że cos na zewnątrz bardzo mnie zainteresowało. On nie jest głupi, Lou.
-Jestem pewien, że mówiłem ci już kiedyś, że wyglądasz cudownie kiedy się rumienisz.
-Cudownie? – spojrzałam na niego unosząc brew; byłam zaskoczona filuternością w moim głosie.
-Tak, cudownie, złotko.
   Wpatrywałam się w jego twarz. Zerkał to na mnie to na drogę. W końcu, kiedy stwierdził, że jesteśmy sami na pustej szosie, w pełni odwrócił głowę w moją stronę. Przejechał językiem po dolnej wardze uśmiechając cię lekko. Nie robił tego celowo, to był raczej wyuczony nawyk. Tak myślę. Nie ważne. W każdym bądź razie wywarł na mnie efekt, którego sama nie umiem nazwać. Przekręciłam się w fotelu czując na sobie jego palący wzrok. Cicho przełknęłam ślinę.
-Nie bądź obca, Louise.
   Jego głos, niby spokojny, ale zdradzał nutkę poirytowania. Zdenerwował się na mnie? Za co? Czemu? Ciągle wpatrywałam się w jego twarz niepewna tego, czy powinnam odpowiedzieć. Ponownie odwrócił wzrok w kierunku jezdni, więc wzięłam to za znak, że nie będzie czekać na moje słowa. Nie spojrzałam ponownie na szybę przede mną. Wręcz wgapiałam się w niego. Zauważyłam, że mój wzrok wywiera na nim podobny efekt co na mnie jego. Może on jest nieco bardziej opanowany. Zdystansowany. Nie rozumiem go. Mam już dość tej podróży samochodowej. A najgorsze jest to, że to dopiero początek wieczoru. I ja nie wiem gdzie mnie zabiera. Jesteśmy na jego terenie.
   I gramy według JEGO zasad. 

***
   Samochód zatrzymał się przed klubem w centrum Londynu. Zayn wysiadł, postanowiłam zrobić to samo, ale gdy szarpnęłam za klamkę ona nie ustąpiła. Musiał zablokować drzwiczki. Cholera, byłam zamknięta z nim w jednym aucie. Cholera… Obserwowałam jak idzie przed maską samochodu w kierunku moich drzwi. Kiedy otworzył je wyciągnął dłoń w moim kierunku. Przyjęłam ją i niezwykle elegancko wygramoliłam się z auta. Usłyszałam trzaśnięcie sygnalizujące zamkniecie samochodu i spojrzałam na mojego towarzysza.
-Gdzie jesteśmy?
-Ministry of Sound* złotko.
    Uśmiech malował się na jego twarzy kiedy zauważył iskierkę podekscytowania w moich błękitnych oczach. Nie wierze, że mnie tu zabrał. O kurwa! Zawsze chciałam tu być! Odwzajemniłam uśmiech i obserwowałam jak owija ramie wokół mojej talii prowadząc mnie w stronę wejścia. Zdrowy rozsądek kazał mi odsunąć jego rękę z mojego ciała i uciekać jak najdalej od tego miejsca, ale czy ja kiedykolwiek słuchałam rozsądku?
   Przeszliśmy obok gigantycznej kolejki, która czekała na możliwość wejścia do tego raju. Lekko zdziwiło mnie to, że nie musimy czekać na wstęp w kosmicznej kolejce. Obserwowałam jak Zayn podchodzi do ochroniarza i mówi mu cos tak cicho, że nie mogę usłyszeć jego słów. Mężczyzna lekko się wzdryga, ale zaskoczenie dotyka tylko jego szarych oczu. Szybko wraca do swojej niewzruszonej postawy. Przepuszcza nas, ale w chwili gdy przekraczamy próg kluby mierzy mnie dziwnie obleśnym spojrzeniem. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a żołądek wywrócił się na drugą stronę. On musiał to zauważyć, bo jego uścisk na mojej talii wzmocnił się. Westchnęłam cicho i spojrzałam na niego. Mimo moich wysokich butów i tak wzrostem dzieliło nas kilka centymetrów, więc delikatnie zadarłam głowę do góry. Zobaczyłam tylko lekko zaciśniętą szczękę i kąciki ust, które delikatnie zadrżały zdradzając, że walczył z uśmiechem wdzierającym się na jego twarz. Wiedział, że się w niego wpatruje. Szybko odwróciłam wzrok przed siebie. Kiedy wyszliśmy z mroku przyciemnionego korytarza ujrzałam ogromną salę pełną tańczących ludzi. Stanęłam jak wryta i nie mogłam się ruszyć przez to co właśnie zobaczyłam.
-O mój Boże - wymamrotałam, a moja szczeka poszybowała w dół.
-Podoba ci się?
   Uśmiech triumfował na jego twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że mnie tu zabrał. Jejku. Moje ruchy były szybkie i nie zastanawiałam się nad nimi długo, ale jakaś część mnie kazała to zrobić. Wysunęłam się z jego uścisku i obróciłam przodem w jego stronę składając na jego policzku przeciągły pocałunek.  
   Stwierdzenie, że był zszokowany moim zachowaniem to stanowcze niedopowiedzenie. Jednak zaskakująco szybko otrząsnąłem się z szoku i za rękę pociągnął mnie w stronę baru. Ruszyłam za nim i usiadłam na kręconym barowym stołku przy wielkim blacie. Barman zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem, ale równie szybko go spuścił, gdy zobaczył kto siedzi po mojej prawej stronie. Ostrzeżenie Chloe stawało się coraz bardziej podejrzane.
-Czego sobie życzysz, złotko? - spytał uśmiechając się lekko.
-Zaskocz mnie, Zayn.
   Filuterny ton mojego głosu dziwnie pasował do zadziornego uśmieszku majaczącego na mojej twarzy. Odwzajemnił uśmiech zahaczając przy tym zębami o dolną wargę, co spowodowało, że swój wzrok skupiłam tylko na tej części jego twarzy. Zamówił drinki, które już po chwili stały przed nami. Wciągnęłam sporą ilość napoju przez swoją słomkę i zerknęłam na niego. Również upił łyk alkoholu ze swojej szklanki i skierował wzrok na moją sylwetkę.
-Mam nadzieję, że wiesz jak czerwień działa na facetów - mruknął niezwykle niskim głosem.
   Zachichotałam cicho nie wiedząc czy powinnam odpowiedzieć. Uznałam jednak, że było to pytanie retoryczne.
-Powiedz mi czym się zajmujesz, Zayn.
   Poprosiłam cały czas wpatrując się w niego. Westchnął cicho i wziął kolejny łyk drinka. Jego zastanowienie trwało tak długo, że myślałam nad tym, żeby zadać kolejne pytanie. Odpowiedź jednak nastąpiła.
-Nie musisz tego wiedzieć, Louise – warknął.
   Miałam ochotę dopytać go o co chodzi, ale ton jego głosu wyraźnie narzucić koniec rozmowy. Az cala zadygotałam w środku. Przełknęłam ślinkę lekko wystraszona i spuściłam wzrok na swoje czerwone buty. Wyjęłam słomkę ze swojej szklanki i napiłam się. Rozluźniłam się nieco, kiedy alkohol rozlał się po moim gardle, ale nadal pozostałam lekko wystraszona. Zauważył. Westchnął cicho i wyjął szklankę z moich palców odstawiając ją na blat. Rzuciłam mu niepewne, pytające spojrzenie.
-Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem - powiedział starając się zachować miły ton i uśmiechnął się lekko.
-Jest ok – odwzajemniłam uśmiech.
-Nie bądź taka cicha, bo wiem, że taka nie jesteś. Powiesz mi cos o sobie? – spytał i upił łyk swojego drinka.
 -Skąd możesz to wiedzieć? – uniosłam brew.
-Nie wyglądasz na taką, z resztą ojciec nie trzymałby cię pod kluczem, gdyby nie było takiej potrzeby.
-Może i masz racje – zaśmiałam się cicho. – Dobry jesteś. Jak to zauważyłeś?
-To jak się zachowujesz. Jesteś przewidywalna.
   Wiedziałam, że zatruje, ale i tak lekko szturchnęłam go łokciem i zwęziłam na niego oczy. Co spotkało się z jego cichym śmiechem. Wyzerowałam napój i wyprostowałam się na swoim miejscu. Patrzyłam jak Zayn bierze ostatni łyk kolorowej cieczy i zerka na mnie kątem oka.
-Zatańcz ze mną – poprosił.
   Pomachałam twierdząco głową i zeskoczyłam ze stołka ruszając w stronę parkietu. Przeciskałam się pomiędzy spoconymi ciałami tańczących ludzi co jakiś czas zerkając za siebie, aby sprawdzić, czy on robi to samo. Wręcz deptał mi po piętach desperacko próbując dosięgnąć mojej ręki, ale nie dawałam mu na to szans. Dystans miedzy nami zmniejszył się dopiero wtedy, gdy zatrzymałam się w odpowiadającym mi miejscu. Zaczęłam bujać biodrami w rytm muzyki i delikatnie przymknęłam oczy. Po, dosłownie, nanosekundzie poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Uśmiech samowolnie wkradł się na moje usta.
-Pozwoli pani, że się przyłączę?

*Ministry of Sound-jeden z najlepszych londyńskich klubów

______________________________________________________
Wiem, że objecalam ten ozdzial wczesniej, ale niestety nie mialam czasu go skonczyc. Wiecie, zbliza sie koniec wakacji i trzeba zacząc szykować sie do szkoły, ech...
Ale przechodząc do meritum, rozdział ogólnie miał być nieco inny i inaczej zakończony, ale dzisiejszy dzień, po prostu nie pozwolił mi na skończenie go w tym momencie w którym chciałam, ale i tak jest dość długi w porównaniu z poprzednimi. Dobra, ja się tu tak za bardzo nie będę rozpisywać. Przepraszam tylko za orty i inty, ale sprawdzałam na szybko. Komentujcie i obserwujcie jeśli sie podobał :D 

1 komentarz: