Lazurowe, letnie
niebo powoli zmieniało odcień na elegancki granat. Powietrze było ciepłe, ale
orzeźwiające. Niemiłosierny stukot obcasów dudnił na opustoszałej ulicy. W
oddali było już słychać głośną, przytłumioną muzykę uciekającą z jednego z
domów.
Przyśpieszyłam
kroku czując ekscytację nadchodzącą imprezą i tym, że po raz kolejny udało mi
się zwiać z domu i tym samym złamać pierwszą zasadę. Nostawioną przez ojca. Ale
to jeszcze nie koniec! Niegrzeczna Lou dopiero się rozkręca!
Gdy w końcu zapukałam
do upragnionych drzwi, stanęła przede mną solenizantka we własnej osobie. Chloe
uśmiechnęła się szeroko i zamknęła mnie w uścisku. Wtuliłam głowę w zagłębienie
między jej szyją, a ramieniem i zaciągnęłam się kwiatowym zapachem jej perfum
pomieszanym z wonią alkoholu. W końcu puściłam jej talię i odsunęłam się na
krok. Spojrzałam w górę na nadal szczerzącą się przyjaciółkę. Mimo, że miałam
dość wysokie obcasy i tak byłam od niej niższa o jakieś piętnaście centymetrów.
-Cieszę się, że jesteś! – wrzasnęła próbując przekrzyczeć
muzykę i pociągnęła mnie do środka.
-Też się cieszę. Wszystkiego najlepszego!
Podałam dziewczynie
małą torebkę, a ona od razu zanurzyła w niej wzrok. Jeszcze większy uśmiech
rozszerzył jej twarz, gdy zobaczyła przygotowany przeze mnie upominek. Była to
płyta jednego z jej ukochanych wokalistów. Oszołomiona Chloe wymamrotała tylko
ciche „dziękuję” i położyła torebkę na kupce z resztą prezentów.
-Chodź, muszę ci przedstawić parę osób – pociągnęła mnie za
sobą w głąb domu i wepchnęła do ręki drinka, który stał na komodzie w
przedpokoju.
Dziewczyna szła
przepychając się pomiędzy spoconymi ciałami, a ja podążałam za nią. Nagle ktoś
zawołał moja przyjaciółkę, przez co zniknęła mi z oczu. Postanowiłam rozejrzeć
się na własną rękę. Upiłam łyk mojego kolorowego napoju i ruszyłam przed
siebie. Widziałam wiele znanych mi twarzy; znajomych moich i Chloe. Wyzerowałam mojego drinka i pustą szklankę
odstawiłam na stolik w salonie. Postanowiłam ruszyć na parkiet. Bujałam
biodrami w rytm muzyki przez niedługi czas aż z transu wyrwał mnie czyjś miękki,
ale lekko ochrypły głos.
-Cześć – powiedział anielsko.
-Hej – odparłam równie przyjaźnie i uśmiechnęłam się.
-Mogę się przyłączyć?
-Tak, jasne - pisnęłam.
Przystojny
nieznajomy umiejscowił swoje dłonie na moich biodrach, na co lekko się
wzdrygnęłam. Spokojnie Lou, nie panikuj. Powtarzałam sobie jak mantrę. Robiłam
to w każdej chwili, kiedy łamałam postawione mi zasady.
Oplotłam ręce wokół
karku chłopaka i spojrzałam w jego miodowe źrenice, które świeciły triumfem. Na
jego ustach zamajaczył uśmieszek, kiedy zauważył, że się w niego wpatruję.
Zarumieniłam się delikatnie i spuściłam wzrok.
-Nie ukrywaj kiedy się rumienisz, wyglądasz pięknie -
wyszeptał pochylając się nade mną. - Jak ci na imię?
-Louise.
-Miło mi cię poznać Louise, ja jestem Zayn.
Chłopak zdjął jedną
z moich dłoni ze swojego karku, przyłożył ją sobie do ust i delikatnie pocałował
jej zewnętrzną stronę, co sprawiło, że tylko jeszcze bardziej się zarumieniłam.
Zauważył. Kąciki jego ust delikatnie zadrżały zdradzając, że próbował ukryć
uśmiech. Ospale puścił moją dłoń, a ja ponownie zaplotłam ja na tyle jego szyi.
Aktualnie z głośników porozstawianych po różnych częściach pokoju leciała wolna
muzyka. Ruszaliśmy się w rytmie melodii dopóki nie przerwał nam głos Chloe,
która właśnie raczyła się pojawić. Momentalnie odskoczyliśmy od siebie zaalarmowani
jej obecnością.
-O! Widzę, że znasz już Zayna - dziewczyna żartobliwie
szturchnęła go w bok. - To mój kuzyn.
Solenizantka
poczochrała włosy bruneta, na co tamten posłał jej groźne spojrzenie. Następnie
wrócił wzrokiem na mnie.
-Tak, poznaliśmy się. Louise jest uroczą dziewczyną.
Chloe porozumiewawczo puściła do mnie oczko na co w duchu
przewróciła oczyma. Czy dla niej wszystko musi mieć jakiś podtekst?!
Najwyraźniej tak...
-Chloe musisz zdmuchnąć świeczki! - zabrzmiał czyjś krzyk.
Popchnęłam
dziewczynę w głąb sali, a sama ruszyłam za nią. Kiedy stanęłyśmy przed potężnym
ciastem, na czubku którego widniały dwie świeczki w kształcie liczby 18.
Przyjaciółka nabrała powietrza w płuca i zdmuchnęła płomień. Wszyscy dookoła
zaczęli klaskać i śpiewać "Happy Birthday". Nagle na ramieniu
poczułam czyjąś dłoń. Odwróciłam się błyskawicznie i niemalże wpadłam na
bruneta stojącego przede mną.
-Może wyjdziemy? - zaproponował.
Przytaknęłam głową
i ruszyłam za nim w stronę balkonu. Kiedy chłopak otworzył szklane drzwi i
zimne londyńskie powietrze owiało moją drobną postać natychmiast poczułam gęsią
skórkę na ramionach, ale to nieprzyjemne uczucie szybko zniknęło. Wyszłam na
ciemny balkon, a tuż za mną znalazł się na nim Zayn. Usiedliśmy na małej
ławeczce, która stała na środku balkonu, naprzeciwko siebie. Spojrzałam w
brązowe oczy chłopaka, które przy świetle księżyca wydawały się jeszcze
bardziej błyszczeć. Nie wydusił z siebie ani jednego słowa przez dość długi
czas. W końcu jednak otworzył usta, ale równie szybko je zamknął, więc ja
postanowiłam przejąć inicjatywę. Zwłaszcza, że robiło się coraz chłodniej.
-Zayn, jeśli chcesz ze mną porozmawiać to lepiej się
streszczaj, inaczej zamarznę tu.
-Okej, już. Bo chodzi mi o to, że świetnie mi się z tobą
tańczyło i czy nie miałabyś ochoty wyjść że mną na jakąś kawę czy coś?
-Tak Zayn, z wielką chęcią pójdę z tobą na randkę -
dokuczyłam mu.
-To nie ma być rand...
-Ciiis - przyłożyłam palec do ust i przysunęłam się bliżej
jego na ławce.
Nasze nosy prawie się stykały przez moją
zmianę odległości między nami. Już nasze wargi miały się spotkać, ale nagle w
środku domu wybuchł wielki hałas. Oboje zwróciliśmy głowy w stronę drzwi do
pomieszczenia i zerwaliśmy się na równe nogi. Brunet otworzył drzwi i
przepuścił mnie w nich, a sekundę później sam znalazł się w środku. Wtedy zauważyłam,
że po mieszkaniu pałętają się policjanci, a imprezowicze stoją teraz
wystraszeni pod ścianami. Spostrzegłam, że jeden z funkcjonariuszy rozmawiał z
Chloe. Ciekawe co się stało?
Zrobiłam parę
kroków przed siebie i wtedy omal nie zemdlałam. Obok policjanta rozwijającego z
Chloe stał mój ojciec. Co do chuja tu się dzieje?! Próbowałam się wycofać, ale
wtedy palec mojej przyjaciółki wskazał na mnie, a jej usta ułożyły się w
kształt słów "tam jest". I już wiedziałam o co chodzi. Ale było za
późno na ucieczkę. Wzrok mojego taty powędrował we wskazanym przez dziewczynę
kierunku. Gdy nasze spojrzenia się spotkały w jego oczach widziałam wściekłość,
gniew i szczyptę rozczarowania? Nie. Tylko wściekłość i gniew. Wskazał podbródkiem
w moją stronę, a wtedy mundurowy stojący obok niego ruszył w moim kierunku.
Kiedy już znalazł się przy mnie złapał mnie brutalnie za ramię i pociągnął w
stronę wyjścia.
Mimo, że nie miałam
możliwości spojrzenia za siebie z gwaru udało mi się wysłyszeć zdania, które z
pewnością nie były przeznaczone do mojego odbioru.
-Wiem doskonale kim jesteś Malik i co robisz. Trzymaj się
zdała od moje córki, inaczej wiesz co cię czeka.
Nie musiałam
widzieć. Wiedziałam kto wypowiadał te słowa i do kogo były skierowane. Były to
ostatnie wyrazy jakie usłyszałam zanim wepchnięto mnie do radiowozu, a drzwi auta
zatrzasnęły się z hukiem.
***
Wtedy pierwszy raz
spotkałam Zayna Malika. Wtedy, kiedy mój tatuś zrobił wielką dramę psując
urodziny mojej najlepszej przyjaciółki i wtedy, kiedy zostałam wyrwania z
imprezy i z eskortą policji odwieziona do domu. Jak jakiś przestępca... Wtedy,
kiedy byłam o krok od pocałowania Zayna Malika, ale niestety nasze wargi nie
mogły się spotkać.
Spokojnie Lou,
nadarzy się do tego jeszcze nie jedna okazja.
_____________________________
No hej ;D Więc tak, mamy pierwszy rozdział! Drugi pojawi się w obiecaną środę. A i może trochę słów wyjaśnienia dlaczego jest taki "przesłodzony" xD Nie chcę za dużo zdradzać, ale ten rozdział miał być takim wstępem do historii, fabuła następnego będzie działa się kilka miesięcy po tym zdarzeniu. Mimo tego mam nadzieję, że rozdział nie był nudny. Miałam myśl, aby go trochę wydłużyć, ale nie miałam na to pomysłu, więc stwierdziłam, że nic na siłę. Aha i jeszcze jedno, chciałam Wam zakomunikować, że jestem dyslektyczką. Co prawda rozdział był sprawdzany bilion razy xD, ale jesteśmy tylko ludźmi i zawsze możemy czego nie zauważyć. Więc przepraszam za orty i inty. Do następnego :*
Boski! Czeka na nexta <3
OdpowiedzUsuń