-Przepuść mnie, do cholery! - wrzasnęłam, próbując
przecisnąć się obok ojca.
-Nigdzie nie idziesz - rozkazał jasno.
-A właśnie, że idę! - postawiłam na swoim.
Popchnęłam go nieco
mocniej niż zamierzałam i wyszłam na dwór.
-Jesteś smarkatą, wstrętną gówniarą. Ciekawe co matka by na
to powiedziała!? - krzyknął w moim kierunku.
-Ona. Nie. Żyje. - syknęłam.
Odwróciłam się i
szybko poszłam przed siebie. Nie próbował mnie zatrzymać. Wiedziałam, że tego
nie zrobi, zadałam cios poniżej pasa. Inni może by płakali, ale nie ja.
Wykorzystałam swój limit łez już dawno, dawno temu.
Kilka domów dalej
zatrzymałam się i zadzwoniłam po taksówkę, następnie na bose stopy wsunęłam
szpilki. Samochód podjechał po mnie za jakieś pięć minut, szybko wsiadłam i
podałam kierowcy adres restauracji. Wkurwiający taksówkarz próbował podjąć
jakąkolwiek rozmowę, ale po kilku próbach zwyczajnie odpuścił. Po kilkunastu
minutowej podróży dowiózł mnie na miejsce. Zapłaciłam kierowcy i wygramoliłam
się z auta. Byli pięć po ósmej. Idealnie spóźniona.
Elegancko weszłam
do środka i od razu skierowałam się w stronę stolika, przy którym siedziała
interesująca mnie sylwetka. Chłopak kiedyś tylko usłyszał obcasy dudniące o
podłogę poderwał się z krzesła i stanął naprzeciwko mnie.
-Cieszę się, że jesteś - wyszeptał pochylając się nade mną i
składając na moim policzku delikatny pocałunek.
Byłam lekko
zszokowany jego dość intymnym, jak na pierwszą randkę gestem. Bardziej
spodziewałam się kolejnego całusa w dłoń. Spoczęłam na krześle naprzeciwko jego
i wzięłam do ręki kartę dań. Po chwili do naszego stolika podeszła kelnerka, w
celu przyjęcia zamówienia. Ja wybrałam sałatkę grecką, a Zayn kurczaka w sosie
kurkowym, czy coś takiego. Do tego nasze kieliszki natychmiast zostały
napełnianie alkoholową, czerwoną cieczą. Ach wspomniałam mu, że nie jestem
pełnoletnia? Ups... Lepiej, żeby się nie dowiedział. Upiłam łyk wina i
zdecydowałam się zacząć rozmowę.
-Więc, czym się zajmujesz?
-Nie jesteśmy tu, po to, żeby rozmawiać o mnie - odparł
sucho.
Okej... To było dziwne.
-Aha - zacięłam się lekko przygaszona.
-A ty?
-Cóż, uczę się w liceum.
-Mhmm, masz jakieś plany na przyszłość?
-Szczerze mówiąc, nie myślałam o tym.
Ta pogawędka
zaczynała się robić nieco nudna. Hmm, coś czuję, że nie będziemy się zbyt
dobrze bawić. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk brzęczących talerzy, które
postawiła przed nami kelnerka. Potrawy wyglądały naprawdę smakowicie, więc
szybko sięgnęła po widelec i wzięłam do ust pierwszy kęs sałaty.
-A twoja rodzina? Masz jakieś rodzeństwo? - ponownie
usłyszałam jego zachrypnięty głos.
-Nie, jestem jedynaczką - uśmiechnęłam się delikatnie, na co
odpowiedział tym samym.
-Więc obstawiam, że mieszkasz z rodzicami?
BUMM! Brawo,
właśnie uderzyłeś w czuły punkt.
-Moja mama nie żyje. Zginęła w wypadku samochodowym. Mieszkam
tylko z tatą - odparła wlepiając wzrok w sałatkę.
-Umm, przepraszam, nie wiedziałem, że...
-Nie przepraszaj, jest okej.
-A twój tata? - zabrzmiał ponownie jego głos.
Musiał pamiętać
dobrze nasze pierwsze spotkania, bo to wtedy doszło do ich niezwykle krótkiej
wymiany zdań. Nikt normalny nie zadawałby tego rodzaju pytań. Mam nadzieję, że
pamiętał też to co działo się wcześniej na balkonie.
-To znaczy, nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz. Chodzi
mi o to, że nie daje mi spokoju to co działo się wtedy, kiedy się poznaliśmy.
Czyli trafiłam.
-Spokojnie, mogę Ci to w zasadzie wyjaśnić.
***
Odpowiedziałam
Zaynowi o tym, jaki mój ojciec stał się po śmierci mamy i jakie mam z nim
problemy. Szczerze mówiąc zdziwiło min to, jak szybko się otworzyłam, względem
jego. Mówiłam mu bezproblemowo o moich największych zmartwieniach. Wydawał się
to zrozumieć, co mnie niezwykle cieszyło. Nasza rozmowa w końcu zaczynała się
kleić i rozwijać. W końcu zeszliśmy z niewygodnych tematów i zaczęliśmy dzielić
się różnymi śmiesznymi, a także żenującym momentami z naszego życia. Było
naprawdę miło. Po tym jak Zayn zapłacił za nasze posiłki postanowił odprowadzić
moje do domu. Z powodu tego, że już trochę wypił stwierdził, że odebranie
swojego samochodu jutro jest najlepszą opcją.
Droga zeszła nam
szybko, zdecydowanie za szybko. Kiedy stanęliśmy przed moim domem zorientowałam
się, że wszystkie światła są pogaszone. Było grubo po północy, więc tata musiał
już spać.
-To tu mieszkam - oświadczyłam odwracając się przodem do
niego tuż pod drzwiami.
-Louise, pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, prawda? -
przytaknęłam pozwalając mu, aby kontynuował. - Więc, o ile pamięć mnie nie
zawodzi, stanęło na czymś niezwykle ważnym.
Obserwowałam jak na
jego ustach formuje się, pozornie niewinny, uśmieszek, po czym agresywnie
przykuwa mnie do drewnianej powłoki. Gwałtownie uderzył swoimi wargami w moje
po czym wcisnął ostre opuszki swoich palców w moje biodra, zasłonięte tylko
przez materiał sukienki. Cicho jęknęłam w jego usta, na co mogłam wyczuć
uśmiech formujący się na jego wargach. Zanurzyłam dłonie w jego ciemnych
włosach i pociągnęła za ich końcówki. Tym razem to on jęknął. Lekko przygryzłam
jego dolną wargę odsuwając się od niego i tym samym kończąc pocałunek.
Uśmiechnęłam się nieśmiało i wzięłam wzrok w podłogę, próbując ukryć uśmieszek,
formujący się na moich ustach.
-Nie chowaj się przede mną. Jesteś śliczna - wyszeptał
całując delikatnie mój policzek tuż obok ucha. - Żegnaj Louise. Mam nadzieję że
spotkamy się w najbliższym czasie.
-Ja też mam taką nadzieję - powiedziałam i wyjęłam z torebki
małą karteczkę, na której wcześniej napisałam numer mojego telefonu.
Chłopak bez wahania
odebrał ode mnie skrawek papieru i uśmiechnął się szyderczo.
-Do później, Louise.
-Do później.
Pomachałam mu
delikatnie na do widzenia, kiedy się oddalał i otworzyłam drzwi kluczem. Zdjęła
buty i popędziłam do swojego pokoju. Jednak stwierdziłam, że na daremne się
wysłałam, bo dom był pusty. Ojciec z pewnością siedzi w biurze. Norma.
Ściągnęłam z siebie
sukienkę, a następnie rzuciłam się na łóżko nie mając siły na zmywanie
makijażu, ani przebieranie się w piżamę. Wtuliłam twarz w poduszkę i delikatnie
przejechałem palcami po mojej dolnej wardze. Wardze, którą przed chwilą całował
Zayn.
Uśmiechnęłam się
delikatnie i z tą świadomością odpłynęłam do krainy Morfeusza.
_____________________________________
No więc trzeci rozdział zaliczony. Mam nadzieję, że się spodobał i przepraszam, że dodany tak późno, ale jakoś nie miałam weny. Ach i jeszcze jedno: pisany całkowicie na tel, więc nie jest sprawdzony i mogą się w nim pojawić liczne błędy, za co strasznie przepraszam. Obiecuje, że sprawdzę go najpóźniej w poniedziałek.
Komentujcie i obserwujcie!
Do nast. :D
Omg! Świetne, chcę next!
OdpowiedzUsuńfajny blog, miło się czyta ;) życzę dalszych sukcesów i wytrwałości :) czekam....
OdpowiedzUsuńobserwacja za obserwację ;)
http://magdalenka99.blogspot.com/2014/07/lay-me-down.html nowa notka! zapraszam serdecznie każdy komentarz i obserwowanie jest odwzajemniane. Prosiłabym także o poklikanie w baner sammydress(pierwszy po prawej stronie bloga)dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie znaczy wiele. Z góry dziękuję! :)