środa, 29 października 2014

Rozdział 7 "Goodnight"

 -Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało. Robi się późno, a wiele typów kręci się po Londynie o tej porze – próbował się wytłumaczyć.
-Dobrze Zayn, rozumiem.
   Powiedziałam spokojnie i uśmiechnęłam się kładąc dłoń na jego ramieniu. Promienny uśmiech rozświetlił jego twarz. Wysunął się spod mojego dotyku i ruszył w stronę kuchni. Zdezorientowana poszłam za nim. Stałam chwilę w futrynie drzwi do puki nie zorientowałam się, że przyszedł sprzątnąć bałagan, który zrobiłam upuszczając kieliszek. Uprzednio założył koszulkę, po czym zaczął zbierać małe kawałki szkła z podłogi. Przykucnęłam obok niego i wzięłam się za zbieranie większych fragmentów.
-Zostaw to, skaleczysz się – skarcił mnie cicho.
-Nic mi się będzie.
   Powiedziałam pewna siebie, ale akurat wtedy jak na złość, kawałek szkła wbił się w mój palec. Przeklęłam cicho i zabrałam rękę, szybko wyprostowałam się i spojrzałam na swoja skaleczoną dłoń. Usłyszałam ciche westchnienie bruneta, po czym on również wstał i delikatnie popchnął mnie w stronę korytarza, otworzył jedne z drzwi, przez co mogłam wejść za nim do łazienki. Obserwowałam jak szukał czegoś w szafce, a już po chwili wyjął opakowanie plastrów.
-Choć tu – poinstruował.
   Podeszłam do umywalki i spojrzał na niego. Kropla krwi z mojego palca kapnęła na podłogę, ale nikt za bardzo się tym nie przejął. Zayn złapał mnie z nadgarstek i podsunął skaleczony fragment mojego ciała pod kran. Gdy zimna woda zetknęła się z uszkodzoną skóra przez ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wzdrygnęłam się lekko, lecz nie zrobiło to na nim zbyt dużego wrażenia. Trzymał ciasno mój nadgarstek do póki z palca nie przestała sączyć się krew. Już po kilku chwilach zakręcił wodę i ostrożnie wytarł moją rękę. Przykleił jeden z plastrów na skaleczeniu i uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję – bąknęłam.
-Nie masz za co, złotko.
   W ramach odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko delikatnie.
   Wyszliśmy z łazienki i wróciliśmy do kuchni, gdzie Zayn pozbierał resztę szkła, nie pozwalając mi na jakakolwiek pomoc. W spokoju siedziałam na blacie i zastanawiałam się co ja tu do cholery robię? Nie dopuściłam do siebie fali paniki, która zaczęła oblewać moje ciało i skupiłam się na tym, aby nie zasnąć, co okazało się niezwykle trudne, bo moje oczy same się zamykały.
-Chcesz się położyć? Wyglądasz na  zmęczoną – stwierdził oczywiste.
-Umm, może trochę.
-Będę spać na kanapie, a ty w łóżku, ok? – spytał idąc w stronę drugich drzwi znajdujących się w korytarzu.
-Co? N-nie, ja wolę kanapę – zapewniłam.
   Podążałam za nim niczym cień i rozmyślałam nad tym, że nie chcę spać w jego łóżku, na którym możliwie kładł się nagi dla innych kobiet. Nie mam pojęcia dlaczego, ale poczułam dziwne uczucie w sercu. Jakby zazdrość? Możliwe, ale zadręczanie się tym teraz było ostatnią rzeczą na która miałam ochotę.
   Pogrążona w swoich rozmyślaniach praktycznie zapomniałam o otaczającym mnie świecie i szłam przed siebie przekonana, że brunet też to robi. Lecz moje domysły legły w gruzach, kiedy lekko uderzyłam w jego tors. Szybko spojrzałam na niego rozbawioną twarz i bąknęłam ciche przepraszam. Byłam pewna, że moje policzki się zarumieniły. Och, świetnie.
-Jesteś pewna? – uniósł lekko brew wpatrując się we mnie jak w jakiś niezwykle interesujący obraz.
-Tak, kanapa brzmi okey.
-Przyniosę ci koc.
   Obserwowałam jak znika za drzwiami sypialni pozostawiając je otwarte. Lekko wychyliłam głowę za futrynę, aby zbadać wnętrze. Tak jak się spodziewałam fenomenu nie było. Niepościelone dwuosobowe łózko na środku pokoju najbardziej rzucało się w oczy, pod ścianą stała podniszczona komoda i szafa, która także nie była pierwszej nowości. Kilka dupereli, typu doniczka z więdnącym kwiatem, adidasy rzucone gdzieś w kąt, walało się po pokoju, którego powierzchnia również była malutka. Chłopak z szuflady komody wyciągnął ciemny koc podał mi go uśmiechając się, po czym poszliśmy do salonu. Usiadłam niepewnie na rogu sofy i wlepiłam wzrok w bruneta, który stał przede mną.
-Łazienka wiesz gdzie jest, więc jeśli chcesz wziąć prysznic, czy cokolwiek to śmiało, tu masz koc, a jeśli będziesz jeszcze czegoś potrzebować to mów.
   Uśmiech rozświetlił jego twarz i po prostu nie dało się go nie odwzajemnić. Położył koc na oparciu kanapy i usiadł obok mnie wzdychając cicho.
-Przepraszam jeśli wcześniej cię w jakiś sposób wystraszyłem – powiedział niemal szeptem.
   Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na jego zmartwioną twarz. Wzrok miał wlepiony w jakiś punkt przed sobą, tylko nie na mnie. Promienny uśmiech zniknął natychmiastowo, a na jego miejsce wtargnęła konsternacja.
-Co?
-To co działo się w kuchni. Ja.. Przepraszam, to nie powinno się zdarzyć.
   W końcu zerknął w moją stronę i wiedziałam, że walczy z wielkim poczuciem winy. No przecież nic się nie stało! Jezu!
-Jest okey, po części to tez moja wina – przyznałam.
-Nie prawda, nie zrobiłaś nic co mogło by o tym świadczyć.
-Będziemy się teraz o to kłócić?
-Chyba tak – zaśmiał się tak cicho, że ledwo co mogłam go usłyszeć.
   Zachichotałam, próbując nieco rozluźnić atmosferę i na szczęście udało mi się. Znowu wpatrywał się we mnie z uporem maniaka jakby chciał wypalić dziurę w mojej twarzy, ale nie odwracałam wzroku. Lekko rozchyliłam wargi czując, że jego uporczywy wzrok powoduje potrzebę zwiększenia dopływu tlenu do mojego organizmy. Niestety wstał o wiele szybciej niż bym tego chciała i ponownie stanął naprzeciwko mnie.
-Tak więc dobranoc, jeśli będziesz cos jeszcze chciała to będę w pokoju.
-Dobrze, dziękuję. Dobranoc, Zayn.
-Dobranoc, złotko.
   Odprowadziłam go wzrokiem do końca korytarza i dopiero kiedy drzwi sypialni zaskrzypiały przypomniało mi się, że mam na sobie sukienkę, a przecież nie będę w niej spać.
-Umm, Zayn? – zaczęłam niepewnie, na co o  od razu się odwrócił.
-Tak?
-Mógłbyś dać mi coś do snu? To znaczy, tak jakby nie mam nic przy sobie.
   Moje stwierdzenie oczywistego lekko go rozbawiło, po czym zniknął za drzwiami i równie szybko wrócił z bawełniana, białą koszulką z kilkoma kolorowymi nadrukami. Podziękowałam cicho i udałam się do łazienki.

***
   Chłodny prysznic dobrze wpłynął na moje ciało, ale nie sprawił, że bezproblemowo zasnęłam. Obce miejsce, obce rzeczy, obce ubrania. No właśnie… Jego koszulka luźno zwisała z mojego ciała, więc postanowiłam nie zdejmować biustonosza. Sama leżałam na kanapie ciasno opatulona kocem, który kurczowo przyciskałam do swojej klatki piersiowej. Oczy miałam przymknięte, ale sen nie nadchodził. Po kilku seriach rozmyślań postanowiłam wstać po coś do picia.
   Leniwie zwlekłam się z kanapy i powędrowałam do kuchni. Z jednej z szafek wygrzebałam jakąś szklankę i nalałam trochę wody z kranu nie chcąc robić większego hałasu. Szybko wyzerowałam zawartość naczynia i wstawiłam szkło do zlewu. Nagle do moich uszu dobiegł dźwięk szurających po posadzce stóp. Odwróciłam głowę w kierunku, z którego dobiegał hałas. Jedyne co udało mi się zobaczyć w mroku zaistniałym w pokoju to słaby zarys męskiej sylwetki.
-Zayn?
  W ułamku sekundy znalazł się przy mnie, ale mimo tego w dalszym ciągu nie mogłam zobaczyć jego twarzy.
-Czemu nie śpisz? – spytał i byłam pewna, że marszczy brwi.
-Nie mogłam zasnąć, przepraszam – spuściłam wzrok.
-Nie przepraszaj jeśli nie masz na to powodów – powiedział niemal z irytacją.
-Dobrze.. umm, przepraszam – zachichotałam.
   Zaśmiał się cicho i bez słowa podszedł do lodówki trącając mnie lekko ramieniem. Otworzył ją i wyciągnął kartonik soku pomarańczowego. Wstrząsnął opakowaniem i zrobił kilka łyków nie zwracając na mnie kompletnej uwagi.
-A ty czemu nie śpisz? – uniosłam brew.
-Myślę, że mam taki sam powód co ty.
   Między nami zapanowała niezręczna cisza. Nie wiedziałam czy powinnam coś powiedzieć więc wlepiałam wzrok w posadzkę przebierając nerwowo palcami. Podniosłam na niego wzrok i starałam się powstrzymać ziewnięcie. Zerknęłam w jego oczy, które zdawały się być zamyślone. Bardzo intensywnie coś analizował. Widać było, że bije się z jakąś myślą, rzeczą, którą chce zrobić. W końcu jednak niepewność błysnęła w jego spojrzeniu i lekko przygryzł wargę. Pisnęłam zaskoczona kiedy w ułamku sekundy znalazł się obok mnie i ostrożnie oderwał moje stopy od ziemie umieszczając mnie na swoich rękach.
-Zayn co ty robisz?
-Może z tobą obok uda mi się zasnąć.
   Westchnęłam cicho udając obojętną, ale w środku cała się gotowałam. Nie wiem czy to był strach, czy cos innego. A może po prostu byłam zszokowana jego śmiałością? Materac wgniótł się delikatnie kiedy położył mnie na miękkiej pościeli i sam po chwili spoczywał obok mnie. Moje ciało było sztywne, jakby sparaliżowane, więc nie miał problemów w przysunięciu mnie do siebie i lekkim przytuleniu. Odważyłam się uśmiechnąć do niego i przykryć się lepiej kołdrą nie zmieniając pozycji.
-Wszystko w porządku?
-Tak, czemu pytasz? – odpowiedziałam lekko drżącym głosem.
-Nie spinaj się tak, jest przecież okey. Nic ci nie zrobię, nie bój się mnie.
-Nie boję się Zayn – szepnęłam.
   Ku własnemu zdziwieniu moja ręka samowolnie wysunęła się z jego uścisku i pogładziła delikatnie jego policzek. Przygryzłam lekko dola wargę i uśmiechnęłam się słabo. Po tym jak i kąciki jego ust uniosły się lekko musnął przelotnie moje usta.
-Dobranoc, złotko – mruknął i przymknął oczy.
-Dobranoc.

   Mimo tego, że Zayn spał bardzo głęboko, a ja byłam ciasno przyklejona do jego piersi, sen nie nadchodził. Słowa Chloe nadal wwiercały się w moją psychikę nie dając nawet na chwilę za wygraną. 

________________________
Ta, więc wiem to, że powinniście mnie powiesić. Ach, tak nadal łudzę się, że ktoś to czyta ;-; No więc przepraszam za ten 'zapłon', ale musiałam ogarnąć parę sprawi i rzeczy i myślę, że teraz na poważnie wezmę się za tego fanfika. Przynajmniej się postaram. Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy pojawi się następny. Po prostu jak napiszę to będzie, ale myślę, że uda mi się do przyszłego tygodnia.
Se ya x

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 6 "Become"



   Nie czekał na moją odpowiedz, kiedy agresywnie przyciągnął mnie do siebie za biodra. Pisnęłam cicho, ale uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Owinęłam ręce wokół jego karku, kiedy przywarłam do niego plecami. Moje pośladki przylegały do jego krocza, ale nie zaprzestałam ruchów bioder. Mogłam być pewna, że na jego twarzy też gości uśmiech, kiedy mruknął cicho usatysfakcjonowany, od czego jego klatka lekko zawibrowała. Otarłam się o niego mocniej, kiedy poczułam miękkie usta składające pocałunek na moim policzku, w miejscu gdzie kończy się szczeka. Kolejny został umiejscowiony na mojej szyi, a następny na ramieniu. Poczułam jak jego dłonie przekręcają mnie w jego stronę. Nie protestowałam i przestałam kręcić swoim ciałem w rytm dudniących basów. Spojrzałam na niego niepewnie uśmiechając się, ale równie szybko spuściłam wzrok. Poczułam jak jego kciuk i palec wskazujący podnosi do góry moja brodę, przez co zostałam zmuszona do spojrzenia w jego miodowe oczy.
-Nie uciekaj przede mną, Louise.
   Słowa te nie zdążyły być przeanalizowane przez mój mózg, bo zaraz po wypowiedzeniu ich jego usta dotknęły moich rozpraszając wszystko wokół. Powoli wsunął język pomiędzy moje wargi zachęcając do odwzajemnienia pocałunku. Przez tak intensywny kontakt musiałam mocniej opleść rękoma jego szyje, aby mieć jakąś asekurację oprócz dłoni ściskających mocno moja talię. Niepewnie oddałam pocałunek, ale nim zdążyłam w pełni się nim nacieszyć odsunął się ode mnie jakby nigdy nic. Spojrzałam na niego nieco zawiedziona. Mój oddech był przyśpieszony, a serce waliło tak mocno, że pozostało mi tylko modlenie się w duchu aby go nie usłyszał. On, w odróżnieniu do mnie, wydawał się kompletnie niewzruszony. Ciekawe ile kobiet całował przede mną.
   Uśmiechnął się łobuzersko wiedząc jaki efekt wywarł na mnie jego głodny pocałunek. Moje serce powoli zaczęło się uspokajać i wolniej pompować krew, przez co oddech tez nieco zwolnił. Dopiero wtedy nabrałam odwagi, aby na niego spojrzeć. Moje ręce w dalszym ciągu były ciasno zaplecione na jego karku, więc nasze twarze dzieliły milimetry, a wargi prawie się stykały. Mogłam poczuć jego papierosowy oddech, który owiewał moją twarz. Brązowe tęczówki wpatrywały się w moje niebieskie szukając w nich jakiejś bliżej nieznanej mi rzeczy. Niemal tonęłam w jego wzroku kiedy przesuwał dłoń po moim boku, owiniętym tylko przez krwisty materiał sukienki. Rozchyliłam delikatnie wargi, gdy jego ręka dosięgnęła moich pośladków. Uśmiechnął się zadowolony z uzyskanej reakcji. Wcześniejsze próby utrzymania mojego tętna w normie skończyły się daremnie, gdyż znowu przyspieszyło. Co ja mówię. Przecież moje serce zawsze waliło dwa razy szybciej niż zazwyczaj, kiedy był przy mnie.
-Chodź, chcę cię gdzieś zabrać – powiedział odsuwając się ode mnie.
-Mogę wiedzieć gdzie?
-Hmm, nie.
   Przeciskaliśmy się pomiędzy tańczącymi ludźmi kierując się w stronę wyjścia z klubu. Tym razem jego długie palce ciasno oplatały mój nadgarstek, co sprawiało mi mały ból, ale postanowiłam siedzieć cicho. 

***

-Zayn nie wiem czy możemy tu być.
-Zaufaj mi złotko.
   Jego łagodne słowa nie za bardzo mnie uspokoiły kiedy szliśmy długimi kręconym schodami na dach jakiegoś wysokiego budynku. Co jakiś czas zerkał za siebie sprawdzając czy aby na pewno za nim idę. Nie potrzebnie. Gdybym miała uciec zrobiłabym to już dawno, ale coś mnie przy nim trzymało. Sprawiało, że lgnęłam do niego jak ćma do jaskrawej jarzeniówki.
   Ogromne metalowe drzwi otworzyły się ze skrzypem, na który lekko podskoczyłam. Nie lubię takich dźwięków. Ugh. Zayn niepewnie chwycił moją dłoń i poprowadził mnie w stronę wyjścia na dach. Z jego pomocom przekroczyłam wysoki próg i stanęłam na odsłoniętym balkonie znajdującym się na dachu budynku. Widok zaparł mi dech w piersiach. Cudna panorama na Londyn spowita nocnym mrokiem, a nad wysokimi budynkami wirujące gwiazdy. Poczułam jak jego ramie owija się wokół mojej talii i przysuwa moje plecy do swojego torsu. Oparł głowę na moim ramieniu. Jego śmiałość i intymne gesty skierowane w moja stronę cały czas lekko szokują, ale teraz w miarę szybko otrząsnęłam się i uśmiechnęłam delikatnie.
-Podoba ci się złotko?
   Miękki szept wydobywający się z jego ust uspokajał mnie i sprawiał, ze atmosfera robiła się coraz bardziej… romantyczna? Nie.
-T-tak, jest cudownie – wyczuwam jak się uśmiecha.
   Odsunął się ode mnie i poprowadził mnie za rękę w stronę krawędzi. Zatrzymałam się kiedy podeszliśmy naprawdę blisko. Nie. Nie. Nie! Jest za wysoko. Ja chce na dół. Czułam jak moje serce łomocze, a lek wysokości daje o sobie nieźle znać. Cofnęłam się wyrywając rękę z niego uścisku. Wystraszonym wzrokiem spojrzałam na niego.
-Hej, złotko. Coś nie tak? Boisz się? – zmarszczył czoło i niepewnie ruszył w moją stronę.
-T-troszkę.
-Właśnie widzę, że troszkę. Choć spodoba ci się.
   Przytaknęłam nie ufając w pełni swojemu głosowi, a on wziął to za pełna przekonania odpowiedz. Delikatnie przyciągnął mnie do siebie i owijając moją drobną sylwetkę ramieniem ruszył w poprzednie miejsce. Niepewnie robiłam kolejne kroki w stronę końca dachu. Zamknęłam oczy nie chcąc widzieć tego co mnie czeka. Usłyszałam jego cichy śmiech na moją reakcję.
-Spokojnie złotko, ze mną nic ci nie grozi. Pozwól mi patrzeć w te cudne oczy.
   Miękki głos sprawił, że jak na komendę rozchyliłam powieki i spojrzałam na niego robiąc jeszcze jeden krok. Zatrzymał się, więc zrobiłam to samo i dopiero wtedy w pełni mogłam zobaczyć widok roztaczający się z dachu.
   O mój Boże.
   Cudowne dachy londyńskich kamienic zostały otulone wieczorną mgłą niczym puchowym płaszczem. Opustoszałe ulice oświetlone tylko przez ciepłe światła latarni, sprawiały, że miasto wydawało się jeszcze bardziej magiczne. W oddali widziałam Big Ben, którego wskazówki oznajmiały godzinę 11:20, czy coś koło tego. Obserwowałam Tamizę i kilka kołyszących się na niej łodzi. Kilka aut co jakiś czas przecinało wieczorną ciszę. Blask księżyca oświetlał całe miasto niczym wielki reflektor scenę, na której ma się zaraz odbyć przedstawienie. Podeszłam bliżej krawędzi i oparłam się o barierkę, która lekko się za trzęsła. Ale ten niesamowity widok sprawił, że nie zwróciłam na to zbyt dużej uwagi.
-Widzę, że ci się podoba.
   Jego głos wyrwał mnie z własnej banki mydlanej i sprawił, że sfrunęłam na ziemię. Spojrzałam na niego. Siedział na betonie z nogami zwisającymi luźno z dachu, rękoma opierał się o słupek barierki i wpatrywał się we mnie. Poklepał miejsce obok siebie zachęcaj do tego żebym usiadła. Uśmiechał się przy tym. Posłuchałam go i niepewnie wysunęłam nogi. Oparłam głowę na jego ramieniu i westchnęłam cicho.
-Tu jest przepięknie.
-Wiem, przychodzę tu, żeby oderwać cię od rzeczywistości, żeby pomyśleć. Wspaniałe miejsce.
-O czym tu myślisz? – spytałam niepewnie.
-O wszystkim – westchnienie uleciało z jego ust. – Głównie o rzeczach, których nie jestem w stanie przeanalizować w ciągu dnia.
   Już miałam zadać kolejne pytanie, ale nie zrobiłam tego, gdyż moja głowa osunęła się z jego ramienia. Obserwowałam jak szuka czegoś w kieszeniach spodni. Kiedy wyciągnął pudełko czerwonych Marlboro i zapalniczkę wyjął jednego papierosa i wsunął go pomiędzy swoje wargi. Przyglądałam mu się intensywniej, kiedy ciepły płomień ognia oświetlił jego twarz. Schował zapalniczkę do kieszeni i zaciągnął się papierosem po chwili wypuszczając z ust kłąb dymu. Położył się na zimnym betonie i znowu zaciągnął się nikotyną. Nie czekając chwili dużej położyłam się obok niego i wyrwałam peta z jego palców. Sama się nim zaciągnęłam i powoli wypuściłam dym.
-Nie wiedziałem, że palisz – wpatrywał się we mnie, kiedy po raz kolejny wypuszczałam kłąb dymu z pomiędzy warg.
-Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz, Malik.
   Figlarny błysk w moim oku idealnie komponował się z lekkim uśmieszkiem, kiedy widziałam jego lekkie oszołomienie moją śmiałością. Oddałam mu papierosa i  położyłam się wygodniej. Po chwili poczułam jak silne ramie przyciąga mnie bliżej siebie, przez co mogłam wtulić się w jego bok. Przymknęłam oczy rozkoszując się chwilą.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
   Gwałtownie podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Po raz kolejny zaciągał się papierosem i wypuszczał z ust ciemnoszary dym. Nie patrzył na mnie tylko gdzieś w niebo rozciągające się nad nami. Zmarszczyłam brwi i odpowiedziałam po dłuższym zastanowieniu.
-Chyba tak, a ty? – spytałam i nie ukrywam, naprawdę mnie to ciekawiło.
-Nie wierzyłem, ale przy tobie chyba zacząłem, Louise.
   Podniósł na mnie wzrok wwiercając się spojrzeniem w moje tęczówki. Robiłam to samo zastanawiając się chwilę nad tym co przed chwilą usłyszałam. Dopiero po kilku sekundach zdałam sobie sprawę o co mu chodzi.
   Nie.
   Nie czekając dłużej przyciągnęłam go do siebie za szyję, przez co zawisł nade mną i złączyłam nasze wargi w długim pocałunku. Nie wiem co to było, ale cos przyciągało mnie do niego jak magnes. Czułam potrzebę bycia blisko niego, mimo, że nadal myślałam o tym co powiedziała mi Chloe. Cholera, pieprzyć to.
   Mocniej przywarł do wargami do moich, kiedy pociągnęłam za końcówki ciemnych włosów. Oderwał się ode mnie na dosłownie kilka sekund, aby zaciągnąć się papierosem i ponownie mnie pocałował wypuszczając dym w moje usta. Uśmiechnęłam się delikatnie nie przerywając pocałunku i wypuściłam dym przez nos. Czułam jak jego ręka jeździ po moim udzie zahaczając co jakiś czas o materiał sukienki, ale nie posunął się dalej niż do połowy mojego uda. W końcu po kilku minutach odsunął się ode mnie i usiadł na betonowym dachu. Zrobiłam to samo wpatrując się w niego przez kilka sekund. Uśmiechnęłam się delikatnie i przejechałam kciukiem po swojej dolej wardze, która była nieco nabrzmiała, co zwaliłam na karb pocałunku.
   Siedzieliśmy tak chwile w ciszy wpatrując się w niebo przed nami aż nie poczułam, że robi się chłodno. Mocniej naciągnęłam na ramiona skórzana kurtkę i potarłam ręce próbując wytworzyć trochę ciepła. Zayn spojrzał na mnie trochę skonsternowany.
-Zimno ci?
   Pomachałam twierdząco głową. Podniósł się i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Przyjęłam ją, a już po chwili zostałam pociągnięta w górę. Zachwiałam się lekko, ale szybko odzyskałam równowagę i uśmiechnęłam się delikatnie. On zrobił to samo znowu zahaczając zębami o dolna wargę.
   Och Boże zlituj się…

***

-Gdzie jesteśmy? – spytałam rozglądając się po okolicy, nigdy tu nie byłam, tak sądzę.
-U mnie.
   Och.
   Wysiadłam z samochodu kiedy otworzył drzwi po mojej stronie i dokładniej przyjrzałam się budynkom otaczającym nas. Sądzę, że był to wschodnia część miasta chyba niedaleko centrum. Była to jedna z tych dzielnic, które dziewczyny w moim wieku starają się unikać. Aż ciarki mnie przeszły. Poczułam jak jego palce muskają moją dłoń zmuszając do zmiany centrum zainteresowania z zabudowy na niego. Niepewnie splótł nasze palce i pociągnął mnie w kierunku wejścia do jednej z kamienic.
   Mieszkanie było małe, ale ładne i czyste. Ciepłe światło rozjaśniało salon, w którym znajdywała się ciemna kanapa i może 45 calowy telewizor. Oprócz tego stało tam jeszcze kilka mebli, stół z krzesłami i konsola PSP. Kuchnia nie była tu oddzielnym pomieszczeniem, ale tylko większą wnękom, gdzie umieszczono niezbędne sprzęty takie jak lodówka, piekarnik, czy kuchenka mikrofalowa. Zrobiłam kilka kroków w głąb mieszkania, aby lepiej zbadać jego rozmieszczenie. Kilka metrów od drzwi znajdował się krótki korytarz, na końcu którego widniała para drzwi prowadzących do dwóch różnych pokoi. Za jednymi jest pewnie łazienka, a za drugimi sypialnia. Jego.
-Masz ochotę się czegoś napić?
   Miękki głos dochodzący z kuchni sprawił, że gwałtownie się obróciłam. Ruszyłam w jego stronę.
-Umm, a masz wino?
   Przytaknął na co delikatnie się uśmiechnęłam i oparłam o blat kuchenny. Obserwowałam jak z szafki wyjmuje dwa kieliszki i butelkę jakiegoś czerwonego wina, którego nazwy nie zdążyłam zauważyć. Otworzył ją i wlał po trochę czerwonej cieczy do każdego z kieliszków. Podniosłam jeden z nich i upiłam łyk. Zayn zrobił to samo, ale ku mojemu zdziwieniu od razu wyzerował zawartość naczynia. Spojrzałam na niego lekko skonsternowana, kiedy odstawił kieliszek na blat i zmierzył mnie wzrokiem. Pochylił się nade mną i umieścił dłonie po obu stronach mojej talii. Nasze twarze dzieliły nieliczne milimetry, a nosy prawie się stykały. Oddychałam trochę ciężej niż on, co było spowodowane moim pulsem, który przyśpieszał do granic możliwości.
   Kieliszek wypadł z mojej dłoni i z hukiem rozbił się na podłodze, kiedy gwałtownie uderzył wargami w moje usta. Zareagowałam równie szybko kładąc dłoń na jego policzku i odwzajemniając głodny pocałunek. Poczułam jak jego ręce niepewnie zsuwają kurtkę z moich ramion. Zdjęłam ją do końca i rzuciłam na podłogę w bliżej nieokreślonym kierunku. Uśmiechnął się nie przerywając kontaktu naszych ust i wsunął język pomiędzy moje wargi. Ponownie umieściłam ręce na jego karku pogłębiając namiętny i agresywny pocałunek.
   Następnie wszystko działo się szybko. Zsunięcie mojej sukienki, posadzenie mnie na blacie i niemal, że zdarcie jego koszulki. Nasze wargi traciły kontakt w sporadycznych momentach, cały czas dzieląc się miłosnymi ugryzieniami. Byliśmy niemal, że w transie. W naszej własnej bańce mydlanej. Chciałam czuć go jak najbliżej siebie. Było w nim coś co niesamowicie mocno mnie do niego przyciągało, a niemętne pocałunki, składane teraz na mojej szyi nie ułatwiały trzymania się od niego z daleka. Do rzeczywistości przywołały mnie dopiero palce szarpiące nerwowo zapięcie stanika. Błękitne oczy rozszerzyły się ze strachu.
   Spanikowałam.
-Z-zayn – szepnęłam odpychając delikatnie jego natarczywe ramiona.
   Odsunął się i spojrzał na mnie delikatnym, ale pytającym wzrokiem.
-N-nie chcę wprowadzać cię w błąd.
   Nie patrząc na niego zeskoczyłam  z blatu i wsunęłam sukienkę na swoje obnażone ciało. Patrzył na mnie z konsternacją. Zapięłam zwinnie sukienkę i podniosłam kurtkę  z podłogi otrzepując ją przed założeniem.
-Co? – marszczy brwi wpatrując się we mnie.
-Nie będę panienką na jedna noc, Zayn.
   Cichy, niepewny szept wydobył się z moich ust. Odważyłam się na niego spojrzeć, co okazało się ogromnym błędem. Wpatrywał się we mnie z niemal obrzydzeniem…? Nie wiem.
-Nie byłabyś nią, złotko. Jak możesz tak w ogóle myśleć?
   Znalazł się przy mnie w ułamku sekundy i złapał mnie za dłoń desperacko szukając moich błękitnych tęczówek. Odwracałam wzrok za każdym razem gdy łapaliśmy choć krótki kontakt wzrokowy. Wyszłam z kuchni, a on niczym cień ruszył za mną śledząc każdy, nawet mój najmniejszy ruch. Złapałam szybko torebkę, którą wcześniej położyłam na stoliku w salonie i poszłam w stronę drzwi.
-P-pójdę już – wymamrotałam naciskając klamkę.
   Wtedy natychmiast stanął obok mnie i owinął palce wokół mojego nadgarstka uniemożliwiając mi otwarcie drzwi. Spojrzałam na niego pytająco, ale nic nie udało mi się wyczytać z jego kamiennej twarzy. Miodowe oczy delikatnie lśniły w ciepłym blasku oświetlającym pokój. Jego oczy były niesamowite. Wstrzymałam oddech kiedy w końcu rozchylił wargi, ale nie uleciało z nich żadne słowo. Wyrwałam rękę z jego uścisku i otworzyłam drzwi wychodząc na klatkę schodową.
-Zostań ze mną, proszę.
   Cichy głos, niemal szept, tylko tyle sprawiło, żebym wróciła do mieszkania i mechanicznie zamknęła za sobą drzwi.
   Wiem, że chodziło tylko o tę jedną noc, podczas której i tak pewnie będziemy spać w dwóch różnych pokojach, ale coś w jego głosie mówiło mi, że nie chodzi tu tylko o te kilka godzin spędzonych razem pod osłoną nocy. 

__________________________________
Krótko, zwięźle i na temat. Powiem Wam, że idk czemu, ale okropnie ciężko pisało mi się ten rozdział, wiem, że jest trochę denny, ale w następnym będzie trochę więcej słów wyjeśnienia. Nie będę się bardziej rozpisywac. Komentujcie, obserwójcie, bo to bardzo motywuje.
Do nast. See ya ♥

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 5 "You don't be unknown"


-C-cześć Zayn – mój głos załamał się w połowie wypowiedzi.
   W mojej głowie nadal wirowało dziwne ostrzeżenie Chloe. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, a jego uśmiech znacznie się poszerzył. Zapięłam pas wpatrując się w drogę za przednią szybą. Siedziałam sztywno nie wiedząc co powiedzieć. Jego wzrok nadal spoczywał na moim ciele niczym jakiś ciężki kamień.
-Masz ładny samochód.
   Mechanicznie odwróciłam głowę w jego stronę. Od razu podniósł wzrok i odnalazł spojrzeniem moje oczy. Niemal wywiercał w nich dziury próbując wyczytać jakiekolwiek emocje z mojej twarzy. Sama byłam zdziwiona jej kamiennym wyrazem. Co jakiś czas mrugałam, aby choć na chwile przerwać intensywny kontakt wzrokowy. Niemal mogłam usłyszeć łopotanie mojego serca. To nie był dobry znak.
-Dziękuję – powiedział i odwrócił wzrok w stronę przedniej szyby.
   W duchu odetchnęłam z ulgą i niekomfortowo przekręciłam się w swoim fotelu. Przekręcił kluczyk w stacyjce i nacisnął pedał gazu. Odjechaliśmy spod mojego domu w nieznany mi kierunku. Z tego co zaobserwowałam jedziemy w stronę centrum. Chyba, że po drodze skręci w jakieś rozgałęzienie głównej drogi prowadzącej z obrzeży miasta do jego serca. Ostrożnie spojrzałam na niego kątem oka. Nie zauważył. Siedział wyprostowany w swoim fotelu i uważnie wpatrywał się w drogę przed nami. Jego palce wygrywały na kierownicy rytm rockowej piosenki lecącej w radiu. Minimalnie przekręciłam głowę w jego stronę i zmierzyłam wzrokiem jego strój. Czarne wytarte jeansy nie sprawiały wrażenia nowych i myślę, że właśnie tak miało być. Zerknęłam szybko na jego buty. W półmroku panującym w aucie nie mogła przyjrzeć cię nim dokładnie, ale sądzę, że ma na sobie jakiś rodzaj czarnych  martensów. Nie ważne, cos w tym stylu. Powoli podniosłam wzrok wyżej i zawiesiłam go na jego torsie. Biała koszulka na krótki rękaw odsłaniała jego wytatuowane ręce. Rzuciłam przelotne spojrzenie na jego skórę pokrytą czarnym tuszem. Przez brak światła w samochodzie widziałam tylko kontury rysunków pokrywających jego ciało. Ciemnoszary nadruk czaszki w kapeluszu magika zdobił jego koszulkę i dodawał drapieżności całej stylizacji. Odważyłam się spojrzeć na jego twarz. Kilkudniowy zarost zdobił jego policzki. W płatku jego prawego ucha widniał czarny kolczyk, którego wczoraj nie zauważyłam. Ciekawe czy drugie ucho też jest przebite. Włosy chłopaka postawione na żel wyglądały na trochę poczochrane. Stwierdziłam, że taki właśnie miał być ich efekt. Wyglądały perfekcyjnie, ale to nie one interesowały mnie najbardziej. Malinowe wargi zaciśnięte w cienka linię przykuły mój wzrok. Wczoraj dokładnie czułam je na moich. Nie wiem czy powinnam, ale pragnęłam poczuć znowu ich smak. Tutaj. Teraz.
   Przez zamyślenie w którym się chwilowo zatraciłam nie zdałam sobie sprawy, że wciąż się w niego wpatruję, a on zdążył to zauważyć. Oderwał na moment wzrok od pustej, pogrążonej w mroku ulicy i zerknął na mnie.
-Co? – spytał rozbawiony wyrywając mnie z transu.
-N-nic.
   Zawstydzenie w moim głosie było wyczuwalne na kilometr. Spuściłam wzrok zażenowana. Czułam się jak małe, pieprzone dziecko, które zostało przyłapane na podkradaniu słodyczy z szafki. Byłam pewna, że moje policzki oblał rumieniec. Odwróciłam głowę w stronę bocznej szyby udając, że cos na zewnątrz bardzo mnie zainteresowało. On nie jest głupi, Lou.
-Jestem pewien, że mówiłem ci już kiedyś, że wyglądasz cudownie kiedy się rumienisz.
-Cudownie? – spojrzałam na niego unosząc brew; byłam zaskoczona filuternością w moim głosie.
-Tak, cudownie, złotko.
   Wpatrywałam się w jego twarz. Zerkał to na mnie to na drogę. W końcu, kiedy stwierdził, że jesteśmy sami na pustej szosie, w pełni odwrócił głowę w moją stronę. Przejechał językiem po dolnej wardze uśmiechając cię lekko. Nie robił tego celowo, to był raczej wyuczony nawyk. Tak myślę. Nie ważne. W każdym bądź razie wywarł na mnie efekt, którego sama nie umiem nazwać. Przekręciłam się w fotelu czując na sobie jego palący wzrok. Cicho przełknęłam ślinę.
-Nie bądź obca, Louise.
   Jego głos, niby spokojny, ale zdradzał nutkę poirytowania. Zdenerwował się na mnie? Za co? Czemu? Ciągle wpatrywałam się w jego twarz niepewna tego, czy powinnam odpowiedzieć. Ponownie odwrócił wzrok w kierunku jezdni, więc wzięłam to za znak, że nie będzie czekać na moje słowa. Nie spojrzałam ponownie na szybę przede mną. Wręcz wgapiałam się w niego. Zauważyłam, że mój wzrok wywiera na nim podobny efekt co na mnie jego. Może on jest nieco bardziej opanowany. Zdystansowany. Nie rozumiem go. Mam już dość tej podróży samochodowej. A najgorsze jest to, że to dopiero początek wieczoru. I ja nie wiem gdzie mnie zabiera. Jesteśmy na jego terenie.
   I gramy według JEGO zasad. 

***
   Samochód zatrzymał się przed klubem w centrum Londynu. Zayn wysiadł, postanowiłam zrobić to samo, ale gdy szarpnęłam za klamkę ona nie ustąpiła. Musiał zablokować drzwiczki. Cholera, byłam zamknięta z nim w jednym aucie. Cholera… Obserwowałam jak idzie przed maską samochodu w kierunku moich drzwi. Kiedy otworzył je wyciągnął dłoń w moim kierunku. Przyjęłam ją i niezwykle elegancko wygramoliłam się z auta. Usłyszałam trzaśnięcie sygnalizujące zamkniecie samochodu i spojrzałam na mojego towarzysza.
-Gdzie jesteśmy?
-Ministry of Sound* złotko.
    Uśmiech malował się na jego twarzy kiedy zauważył iskierkę podekscytowania w moich błękitnych oczach. Nie wierze, że mnie tu zabrał. O kurwa! Zawsze chciałam tu być! Odwzajemniłam uśmiech i obserwowałam jak owija ramie wokół mojej talii prowadząc mnie w stronę wejścia. Zdrowy rozsądek kazał mi odsunąć jego rękę z mojego ciała i uciekać jak najdalej od tego miejsca, ale czy ja kiedykolwiek słuchałam rozsądku?
   Przeszliśmy obok gigantycznej kolejki, która czekała na możliwość wejścia do tego raju. Lekko zdziwiło mnie to, że nie musimy czekać na wstęp w kosmicznej kolejce. Obserwowałam jak Zayn podchodzi do ochroniarza i mówi mu cos tak cicho, że nie mogę usłyszeć jego słów. Mężczyzna lekko się wzdryga, ale zaskoczenie dotyka tylko jego szarych oczu. Szybko wraca do swojej niewzruszonej postawy. Przepuszcza nas, ale w chwili gdy przekraczamy próg kluby mierzy mnie dziwnie obleśnym spojrzeniem. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a żołądek wywrócił się na drugą stronę. On musiał to zauważyć, bo jego uścisk na mojej talii wzmocnił się. Westchnęłam cicho i spojrzałam na niego. Mimo moich wysokich butów i tak wzrostem dzieliło nas kilka centymetrów, więc delikatnie zadarłam głowę do góry. Zobaczyłam tylko lekko zaciśniętą szczękę i kąciki ust, które delikatnie zadrżały zdradzając, że walczył z uśmiechem wdzierającym się na jego twarz. Wiedział, że się w niego wpatruje. Szybko odwróciłam wzrok przed siebie. Kiedy wyszliśmy z mroku przyciemnionego korytarza ujrzałam ogromną salę pełną tańczących ludzi. Stanęłam jak wryta i nie mogłam się ruszyć przez to co właśnie zobaczyłam.
-O mój Boże - wymamrotałam, a moja szczeka poszybowała w dół.
-Podoba ci się?
   Uśmiech triumfował na jego twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że mnie tu zabrał. Jejku. Moje ruchy były szybkie i nie zastanawiałam się nad nimi długo, ale jakaś część mnie kazała to zrobić. Wysunęłam się z jego uścisku i obróciłam przodem w jego stronę składając na jego policzku przeciągły pocałunek.  
   Stwierdzenie, że był zszokowany moim zachowaniem to stanowcze niedopowiedzenie. Jednak zaskakująco szybko otrząsnąłem się z szoku i za rękę pociągnął mnie w stronę baru. Ruszyłam za nim i usiadłam na kręconym barowym stołku przy wielkim blacie. Barman zmierzył mnie podejrzliwym wzrokiem, ale równie szybko go spuścił, gdy zobaczył kto siedzi po mojej prawej stronie. Ostrzeżenie Chloe stawało się coraz bardziej podejrzane.
-Czego sobie życzysz, złotko? - spytał uśmiechając się lekko.
-Zaskocz mnie, Zayn.
   Filuterny ton mojego głosu dziwnie pasował do zadziornego uśmieszku majaczącego na mojej twarzy. Odwzajemnił uśmiech zahaczając przy tym zębami o dolną wargę, co spowodowało, że swój wzrok skupiłam tylko na tej części jego twarzy. Zamówił drinki, które już po chwili stały przed nami. Wciągnęłam sporą ilość napoju przez swoją słomkę i zerknęłam na niego. Również upił łyk alkoholu ze swojej szklanki i skierował wzrok na moją sylwetkę.
-Mam nadzieję, że wiesz jak czerwień działa na facetów - mruknął niezwykle niskim głosem.
   Zachichotałam cicho nie wiedząc czy powinnam odpowiedzieć. Uznałam jednak, że było to pytanie retoryczne.
-Powiedz mi czym się zajmujesz, Zayn.
   Poprosiłam cały czas wpatrując się w niego. Westchnął cicho i wziął kolejny łyk drinka. Jego zastanowienie trwało tak długo, że myślałam nad tym, żeby zadać kolejne pytanie. Odpowiedź jednak nastąpiła.
-Nie musisz tego wiedzieć, Louise – warknął.
   Miałam ochotę dopytać go o co chodzi, ale ton jego głosu wyraźnie narzucić koniec rozmowy. Az cala zadygotałam w środku. Przełknęłam ślinkę lekko wystraszona i spuściłam wzrok na swoje czerwone buty. Wyjęłam słomkę ze swojej szklanki i napiłam się. Rozluźniłam się nieco, kiedy alkohol rozlał się po moim gardle, ale nadal pozostałam lekko wystraszona. Zauważył. Westchnął cicho i wyjął szklankę z moich palców odstawiając ją na blat. Rzuciłam mu niepewne, pytające spojrzenie.
-Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem - powiedział starając się zachować miły ton i uśmiechnął się lekko.
-Jest ok – odwzajemniłam uśmiech.
-Nie bądź taka cicha, bo wiem, że taka nie jesteś. Powiesz mi cos o sobie? – spytał i upił łyk swojego drinka.
 -Skąd możesz to wiedzieć? – uniosłam brew.
-Nie wyglądasz na taką, z resztą ojciec nie trzymałby cię pod kluczem, gdyby nie było takiej potrzeby.
-Może i masz racje – zaśmiałam się cicho. – Dobry jesteś. Jak to zauważyłeś?
-To jak się zachowujesz. Jesteś przewidywalna.
   Wiedziałam, że zatruje, ale i tak lekko szturchnęłam go łokciem i zwęziłam na niego oczy. Co spotkało się z jego cichym śmiechem. Wyzerowałam napój i wyprostowałam się na swoim miejscu. Patrzyłam jak Zayn bierze ostatni łyk kolorowej cieczy i zerka na mnie kątem oka.
-Zatańcz ze mną – poprosił.
   Pomachałam twierdząco głową i zeskoczyłam ze stołka ruszając w stronę parkietu. Przeciskałam się pomiędzy spoconymi ciałami tańczących ludzi co jakiś czas zerkając za siebie, aby sprawdzić, czy on robi to samo. Wręcz deptał mi po piętach desperacko próbując dosięgnąć mojej ręki, ale nie dawałam mu na to szans. Dystans miedzy nami zmniejszył się dopiero wtedy, gdy zatrzymałam się w odpowiadającym mi miejscu. Zaczęłam bujać biodrami w rytm muzyki i delikatnie przymknęłam oczy. Po, dosłownie, nanosekundzie poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Uśmiech samowolnie wkradł się na moje usta.
-Pozwoli pani, że się przyłączę?

*Ministry of Sound-jeden z najlepszych londyńskich klubów

______________________________________________________
Wiem, że objecalam ten ozdzial wczesniej, ale niestety nie mialam czasu go skonczyc. Wiecie, zbliza sie koniec wakacji i trzeba zacząc szykować sie do szkoły, ech...
Ale przechodząc do meritum, rozdział ogólnie miał być nieco inny i inaczej zakończony, ale dzisiejszy dzień, po prostu nie pozwolił mi na skończenie go w tym momencie w którym chciałam, ale i tak jest dość długi w porównaniu z poprzednimi. Dobra, ja się tu tak za bardzo nie będę rozpisywać. Przepraszam tylko za orty i inty, ale sprawdzałam na szybko. Komentujcie i obserwujcie jeśli sie podobał :D 

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 4 "Mysterious warning"



   Gdy tylko się obudziłam natychmiast wstałam na równe nogi wiedząc, że jestem już spóźniona do szkoły. Odetchnęłam z ulgą kiedy dotarło do mnie, że jest sobota. Ponownie opadłam w poły pościeli i wtuliłam głowę w poduszkę.  Niestety moje starania w ponownym zaśnięciu zostały rozwiane, gdy usłyszałam sygnał ogłaszający o przyjściu nowego SMS’a. Leniwie sięgnęłam po telefon, który leżał na nocnym stoliku i otworzyłam wiadomość.

   Na moich ustach zamajaczył uśmiech i odpisałam zastanawiając się chwilę nad treścią pierwszego zdania. Wpisałam szybko nazwę kontaktu.

   Położyłam telefon na poduszce obok siebie i przeciągnęłam się ziewając. Jak się spodziewałam odpowiedz uzyskałam zaskakująco szybko.

   Zmarszczyłam czoło i odpisałam po chwili zastanowienia.

   Rzuciłam telefon gdzieś na łóżko i czekałam na kolejną szybką odpowiedz, ale ona nie przychodziła. Zaczęłam głębiej zastanawiać się nad tym co napisałam. Może przesadziłam? W końcu chce być miły, tak? Nie wiem, nie będę się tym zadręczać. Stwierdziłam i po raz kolejny przytuliłam się do poduszki, aby spróbować ponownie zasnąć, ale wtedy mój telefon zabrzęczał. Sięgnęłam szybko po niego i natychmiast przeczytałam wiadomość.

   Leżałam chwilę bez ruchu zastanawiając się nad tym co właśnie zobaczyłam. Po paru minutach dotarło do mnie o co mu chodzi. Napisałam kolejną wiadomość i z wahaniem kliknęłam ikonkę z napisem ‘wyślij’. 



   Już miałam rozpocząć pisanie następnej wiadomości, ale wtedy dostałam kolejnego SMS’a.



   Zaskoczyło mnie to z jaką łatwością zgodziłam się na to, aby się z nim zobaczyć. Westchnęłam cicho i zabrałam się za pisanie wiadomości do Chloe.



   Ospale zwlokłam się z łóżka i poszłam do garderoby, gdzie wybrałam ciemne rurki i czarny T-shirt na ramiączka. Ruszyłam w stronę łazienki z ubraniami. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i związałam je w dwa luźne warkocze. Umyłam twarz, zęby i nałożyłam cienką warstwę makijażu. Wychodząc z pokoju złapałam kraciastą koszulę wisząca na krześle przy biurku i zarzuciłam ją na ramiona.

***
   Zapukałam do drzwi przyjaciółki, które już po chwili się otworzyły. Bez słowa weszłam do środka, rzuciłam torbę na mała komodę w przedpokoju i weszłam do kuchni.
-Daj mi cos do jedzenia - wymamrotałam otwierając lodówkę.
-Ciebie tez miło widzieć – zażartowała dziewczyn. –Musli?
   Pomachałam twierdząco głową. Chloe wyciągnęła z szafki dwie miski i pudełko płatków, wsypała trochę musli do każdej z misek. Wyjęłam z lodówki karton z mlekiem i zalałam płatki. Dziewczyna podała mi łyżkę. Usiadłam na blacie i zanurzyłam łyżkę w misce.
-To o czym chciałaś gadać? –spytała z pełną buzią.
   Podniosłam wzrok na dziewczynę, która opierała się o wysepkę kuchenną naprzeciwko mnie. W ręku trzymała swoją miskę i przeżuwała aktualnie porcję płatków. Ubrana wciąż była w luźną piżamę z nadrukiem myszki Minnie i różowe spodenki pasujące do koszulki. Była boso, a jej włosy, w kolorze ciemnego blondu, zostały niedbale ujarzmione gumką, która powodowała, że trzymały się w koku na czubku głowy. Była ode mnie wyższa o jakieś dziesięć centymetrów. Wzrost Chloe to jedna z nielicznych rzeczy, których jej zazdrościłam.
-O Zaynie – wymamrotałam z pełną buzią.
-Chodzi ci o mojego kuzyna, czy poznałaś jakiegoś nowego Zayna?
-Kuzyna – odparłam i wyciągnęłam z kieszeni I phone’a. – Masz, czytaj.
   Rzuciłam w jej  kierunku telefonem, a ona złapała go jedna ręka i wbiła wzrok w ekran, na którym wyświetliła się nasza poranna rozmowa. Delikatnie uniosła brwi do góry, ale równie szybko wróciła do normalnej postawy. Po raz kolejny przestudiowała tekst i położyła urządzenie na blacie wysepki kuchennej. Po chwili milczenia spojrzała na mnie i odezwała się lekko zdziwiona.
-Co ma znaczyć ‘kolejne spotkanie’? – zacytowała unosząc brew.
- Wczoraj byłam z nim w jakiejś restauracji – wyjaśniłam bez wyrażania głębszych emocji.
-I co dalej? – spytała zaciekawiona.
-Nic – wzruszyłam ramionami. – Tylko mnie pocałował – wymamrotałam i byłam pewna, że moje policzki oblał rumieniec.
-O mój Boże, Lou! – pisnęła odstawiając miskę na blat. – I jak było?
-Dziewczyno, nie zapominaj, że to twój kuzyn - mruknęłam
-No i co z tego? Gadaj – ponagliła.
   Już miałam rzucić jej jakaś cientą ripostę na temat mojego życia prywatnego, którego mówiąc zwięźle i tak znała każdy wers, ale do kuchni weszła jej mała siostrzyczka. Dziewczynka ziewnęła i uśmiechnęła się do nas.
-Cześć Lou.
-Hej mała – odwzajemniłam uśmiech.
-Wrócimy do tej rozmowy – mruknęła Chloe, na co przewróciłam oczami. – No Luc, co chcesz na śniadanie? – zwróciła się do swojej siostry.
   Dziewczynka niedbale wzruszyła ramionami i powiedziała cos o parówkach, po czym poszła do salonu, gdzie włączyła telewizor.

***
   Prawie cały dzień przesiedziałam z Chloe i jej siostrą przed telewizorem. Było przyjemnie. Lubiłam spędzać z nimi czas. Może to się wydawać dziwne, ale Lucy wcale nie jest taka upierdliwa jak większość dziewczynek w jej wieku. Może to dlatego, że wychowywała się bez rodziców i jest tak mocno przywiązana do swojej siostry? Nie wiem i nie będę się nad tym zastanawiać. To nie jest do końca moja sprawa. Jakoś późnym popołudniem stwierdziłam, że powinnam już iść. Pożegnałam się z małą Lucy i ruszyłam do drzwi. Wsunęłam na nogi czarne vansy i zawiesiłam na ramieniu torbę. Miałam już nacisnąć klamkę kiedy usłyszałam cichy głos przyjaciółki.
-Lou, czekaj.
   Odwróciłam się w stronę, z której dobiegał jej, prawie, że szept. Wychylała głowę zza futryny drzwi kuchennych. Kiedy zauważyła, że na nią patrzę podeszła do mnie. Spojrzałam na nią pytająco kiedy stanęła przede mną ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy.
-Tylko uważaj na siebie, ok? – powiedziała tajemniczo.
-Yyy, ok? A niby dlaczego? – zmarszczyłam czoło.
-Nie będę wprowadzać cię w szczegóły, jeśli Zayn będzie chciał to sam ci powie – westchnęła. – Po prostu uważaj na niego.
   Blondynka oplotła moja drobna postać ramionami i przytuliła do siebie. Byłam lekko oszołomiona tym co właśnie usłyszałam, ale niepewnie odwzajemniłam uścisk. Odsunęła się ode mnie i uśmiechnęła się otwierając mi drzwi. Wymieniłyśmy się szybkim ‘cześć’ po czym wyszłam.

***
   Po raz ostatni rzuciłam okiem na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam ładnie. Czerwony materiał sukienki opinał moją sylwetkę podkreślając piersi i talie. Ośmiocentymetrowe szpilki w kolorze krwistej czerwieni wydłużały znacznie moje nogi i dodawały elegancji mojemu strojowi. Stwierdziłam, że czarna skurzana kurtka świetnie będzie załamywać krwisty kolor sukienki i miałam racje. Mocno podkreślone eyelinerem oczy pasowały idealnie do mojego stroju. Kilka kosmyków włosów wysunęło się z luźnego koka, ale postanowiłam nic z nimi nie robić. Tak było nawet lepiej. Zdecydowanie osiągnęłam sukces względem swojej stylizacji.
   Puściłam do siebie oczko i wyszłam z pokoju po drodze zabierając z komody czarną, skórzana kopertówkę. Zeszłam ze schodów i ruszyłam w kierunku wyjścia. Przed dużym naściennym lustrem w przedpokoju przejechałam czerwoną szminką po swoich wargach i po raz ostatni spojrzałam na siebie.
-Gdzie idziesz?
   Odwróciłam głowę w kierunku z którego dobiegał głos. Ojciec odezwał się do mnie po raz pierwszy od wczorajszego wieczoru. Opierał się o ścianę przy wejściu do salonu i patrzył na mnie. Był ubrany w spodnie od garnituru i białą formalną koszulę , której kilka pierwszych guzików było rozpiętych. Nie miał na sobie krawata, ani butów. Pewnie dopiero co wrócił z biura. Przez szum wody w wannie musiałam nie słyszeć jak wchodzi. W ręku trzymał szklankę ze złotą cieczą. Podejrzewam, że to była whisky. Zmierzył mnie poważnym wzrokiem, po czym zatrzymał spojrzenie na mojej twarzy. Niemal wwiercał się nim w moje oczy. Odwróciłam wzrok.
-Nigdzie.
   Szybka odpowiedz uleciała z moich ust. Byłam lekko zaskoczona wrednością wyczuwalną w moim głosie. Odwróciłam się do niego tyłem i powędrowałam w stronę drzwi. Miałam nadzieję po prostu nacisnąć klamkę i wyjść, ale coś mnie powstrzymało. Nagle moje sumienie dały o sobie znać. Czułam, że mojemu tacie należy się chodź jedno słowo wyjaśnienia.
-Wychodzę z takim jednym chłopakiem – wymamrotałam, nie wiedząc do końca dla czego.
-Och. Znam go?
-Możliwe – powiedziałam nadal stojąc do niego plecami.
-Wczoraj też byłaś z nim?
   Pytania nie miały końca. Odwróciłam się i oparłam plecami o drzwi. Zamrugałam kilka razy i pomachałam twierdząco głową. Westchnął. Upił łyk alkoholu ze swojej szklanki i po raz kolejny zmierzył mnie wzrokiem.
-To dla niego tak się ubrałaś?
   Następne pytanie również nie uzyskało konkretnej odpowiedzi tylko niepewne skinienie głową. Przechylił naczynie, które trzymał w ręku, i wyzerował ciecz. Wpatrywałam się w niego bez słowa. Nie mogłam wyczytać żadnych emocji z jego twarzy. Tylko mama posiadała taka umiejętność. Nie było nawet sensu próbować.
-Szanuj się, Louise – mruknął karcącym głosem i odwrócił się w stronę salonu.
   Miałam ochotę porządnie mu odpyskować, ale nie wiedziałam co powiedzieć. Westchnęłam cicho, schowałam szminkę do torebki i wyszłam. Zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się w kierunku drogi. Moje serce zabiło szybciej, gdy na chodniku przy końcu ścieżki prowadzącej do drzwi wejściowych zobaczyłam czarnego Mercedesa-Benz S. Ruszyłam w kierunku auta. Moje kolana lekko się ugięły i wiedziałam, że to oznaka lekkiej tremy. Nie wiem skąd ona się wzięła. Nie umiem tego wyjaśnić. Może powodowały ją słowa Chloe, które zostały głęboko zakorzenione w mojej podświadomości? Drzwi od strony pasażera otworzyły się i niepewnie wsiadłam do środka. Uderzył mnie zapach jego mocnych perfum pomieszanych z dymem papierosowym. Spojrzałam w kierunku kierowcy. W jego oczach zauważyłam jakąś nieznana iskierkę zadziorności, gdy się do mnie uśmiechnął. Przełknęłam ślinę i odwzajemniłam delikatny uśmiech. Zamknęłam za sobą drzwi, a zaraz po tym jak domknęły się z charakterystycznym kliknięciem usłyszałam jego chłodny głos.
-Witaj Louise.
-C-cześć Zayn.

________________________________________
Umm, więc tak. Czekam na wpierdol, bo wiem, że mi się należy. przepraszam bardzo za to, że zaginęłam tak bez słowa, ale teraz się nawróciłam i postanowiłam znowu zacząć pisać :) Postaram się jak najszybciej dodać kolejny rozdział w rekompensacie. Och i jeśli chodzi o te SMS to wiem, że nie ma polskich znaków, postaram się naprawić to w najbliższym czasie. Tym czasem ily i do następnego ♥