Nie czekał na moją
odpowiedz, kiedy agresywnie przyciągnął mnie do siebie za biodra. Pisnęłam
cicho, ale uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Owinęłam ręce wokół jego karku,
kiedy przywarłam do niego plecami. Moje pośladki przylegały do jego krocza, ale
nie zaprzestałam ruchów bioder. Mogłam być pewna, że na jego twarzy też gości
uśmiech, kiedy mruknął cicho usatysfakcjonowany, od czego jego klatka lekko
zawibrowała. Otarłam się o niego mocniej, kiedy poczułam miękkie usta
składające pocałunek na moim policzku, w miejscu gdzie kończy się szczeka.
Kolejny został umiejscowiony na mojej szyi, a następny na ramieniu. Poczułam
jak jego dłonie przekręcają mnie w jego stronę. Nie protestowałam i przestałam
kręcić swoim ciałem w rytm dudniących basów. Spojrzałam na niego niepewnie
uśmiechając się, ale równie szybko spuściłam wzrok. Poczułam jak jego kciuk i
palec wskazujący podnosi do góry moja brodę, przez co zostałam zmuszona do
spojrzenia w jego miodowe oczy.
-Nie uciekaj przede mną, Louise.
Słowa te nie
zdążyły być przeanalizowane przez mój mózg, bo zaraz po wypowiedzeniu ich jego usta
dotknęły moich rozpraszając wszystko wokół. Powoli wsunął język pomiędzy moje
wargi zachęcając do odwzajemnienia pocałunku. Przez tak intensywny kontakt musiałam
mocniej opleść rękoma jego szyje, aby mieć jakąś asekurację oprócz dłoni ściskających
mocno moja talię. Niepewnie oddałam pocałunek, ale nim zdążyłam w pełni się nim
nacieszyć odsunął się ode mnie jakby nigdy nic. Spojrzałam na niego nieco
zawiedziona. Mój oddech był przyśpieszony, a serce waliło tak mocno, że
pozostało mi tylko modlenie się w duchu aby go nie usłyszał. On, w odróżnieniu
do mnie, wydawał się kompletnie niewzruszony. Ciekawe ile kobiet całował przede
mną.
Uśmiechnął się
łobuzersko wiedząc jaki efekt wywarł na mnie jego głodny pocałunek. Moje serce
powoli zaczęło się uspokajać i wolniej pompować krew, przez co oddech tez nieco
zwolnił. Dopiero wtedy nabrałam odwagi, aby na niego spojrzeć. Moje ręce w
dalszym ciągu były ciasno zaplecione na jego karku, więc nasze twarze dzieliły
milimetry, a wargi prawie się stykały. Mogłam poczuć jego papierosowy oddech,
który owiewał moją twarz. Brązowe tęczówki wpatrywały się w moje niebieskie szukając
w nich jakiejś bliżej nieznanej mi rzeczy. Niemal tonęłam w jego wzroku kiedy
przesuwał dłoń po moim boku, owiniętym tylko przez krwisty materiał sukienki. Rozchyliłam
delikatnie wargi, gdy jego ręka dosięgnęła moich pośladków. Uśmiechnął się
zadowolony z uzyskanej reakcji. Wcześniejsze próby utrzymania mojego tętna w
normie skończyły się daremnie, gdyż znowu przyspieszyło. Co ja mówię. Przecież
moje serce zawsze waliło dwa razy szybciej niż zazwyczaj, kiedy był przy mnie.
-Chodź, chcę cię gdzieś zabrać – powiedział odsuwając się
ode mnie.
-Mogę wiedzieć gdzie?
-Hmm, nie.
Przeciskaliśmy się
pomiędzy tańczącymi ludźmi kierując się w stronę wyjścia z klubu. Tym razem
jego długie palce ciasno oplatały mój nadgarstek, co sprawiało mi mały ból, ale
postanowiłam siedzieć cicho.
***
-Zayn nie wiem czy możemy tu być.
-Zaufaj mi złotko.
Jego łagodne słowa
nie za bardzo mnie uspokoiły kiedy szliśmy długimi kręconym schodami na dach
jakiegoś wysokiego budynku. Co jakiś czas zerkał za siebie sprawdzając czy aby
na pewno za nim idę. Nie potrzebnie. Gdybym miała uciec zrobiłabym to już
dawno, ale coś mnie przy nim trzymało. Sprawiało, że lgnęłam do niego jak ćma
do jaskrawej jarzeniówki.
Ogromne metalowe
drzwi otworzyły się ze skrzypem, na który lekko podskoczyłam. Nie lubię takich
dźwięków. Ugh. Zayn niepewnie chwycił moją dłoń i poprowadził mnie w stronę
wyjścia na dach. Z jego pomocom przekroczyłam wysoki próg i stanęłam na
odsłoniętym balkonie znajdującym się na dachu budynku. Widok zaparł mi dech w
piersiach. Cudna panorama na Londyn spowita nocnym mrokiem, a nad wysokimi
budynkami wirujące gwiazdy. Poczułam jak jego ramie owija się wokół mojej talii
i przysuwa moje plecy do swojego torsu. Oparł głowę na moim ramieniu. Jego śmiałość
i intymne gesty skierowane w moja stronę cały czas lekko szokują, ale teraz w miarę
szybko otrząsnęłam się i uśmiechnęłam delikatnie.
-Podoba ci się złotko?
Miękki szept
wydobywający się z jego ust uspokajał mnie i sprawiał, ze atmosfera robiła się
coraz bardziej… romantyczna? Nie.
-T-tak, jest cudownie – wyczuwam jak się uśmiecha.
Odsunął się ode
mnie i poprowadził mnie za rękę w stronę krawędzi. Zatrzymałam się kiedy
podeszliśmy naprawdę blisko. Nie. Nie. Nie! Jest za wysoko. Ja chce na dół. Czułam
jak moje serce łomocze, a lek wysokości daje o sobie nieźle znać. Cofnęłam się
wyrywając rękę z niego uścisku. Wystraszonym wzrokiem spojrzałam na niego.
-Hej, złotko. Coś nie tak? Boisz się? – zmarszczył czoło i
niepewnie ruszył w moją stronę.
-T-troszkę.
-Właśnie widzę, że troszkę. Choć spodoba ci się.
Przytaknęłam nie
ufając w pełni swojemu głosowi, a on wziął to za pełna przekonania odpowiedz.
Delikatnie przyciągnął mnie do siebie i owijając moją drobną sylwetkę ramieniem
ruszył w poprzednie miejsce. Niepewnie robiłam kolejne kroki w stronę końca
dachu. Zamknęłam oczy nie chcąc widzieć tego co mnie czeka. Usłyszałam jego
cichy śmiech na moją reakcję.
-Spokojnie złotko, ze mną nic ci nie grozi. Pozwól mi
patrzeć w te cudne oczy.
Miękki głos
sprawił, że jak na komendę rozchyliłam powieki i spojrzałam na niego robiąc
jeszcze jeden krok. Zatrzymał się, więc zrobiłam to samo i dopiero wtedy w
pełni mogłam zobaczyć widok roztaczający się z dachu.
O mój Boże.
Cudowne dachy
londyńskich kamienic zostały otulone wieczorną mgłą niczym puchowym płaszczem.
Opustoszałe ulice oświetlone tylko przez ciepłe światła latarni, sprawiały, że miasto
wydawało się jeszcze bardziej magiczne. W oddali widziałam Big Ben, którego wskazówki
oznajmiały godzinę 11:20, czy coś koło tego. Obserwowałam Tamizę i kilka
kołyszących się na niej łodzi. Kilka aut co jakiś czas przecinało wieczorną
ciszę. Blask księżyca oświetlał całe miasto niczym wielki reflektor scenę, na
której ma się zaraz odbyć przedstawienie. Podeszłam bliżej krawędzi i oparłam
się o barierkę, która lekko się za trzęsła. Ale ten niesamowity widok sprawił,
że nie zwróciłam na to zbyt dużej uwagi.
-Widzę, że ci się podoba.
Jego głos wyrwał
mnie z własnej banki mydlanej i sprawił, że sfrunęłam na ziemię. Spojrzałam na
niego. Siedział na betonie z nogami zwisającymi luźno z dachu, rękoma opierał
się o słupek barierki i wpatrywał się we mnie. Poklepał miejsce obok siebie zachęcaj
do tego żebym usiadła. Uśmiechał się przy tym. Posłuchałam go i niepewnie
wysunęłam nogi. Oparłam głowę na jego ramieniu i westchnęłam cicho.
-Tu jest przepięknie.
-Wiem, przychodzę tu, żeby oderwać cię od rzeczywistości,
żeby pomyśleć. Wspaniałe miejsce.
-O czym tu myślisz? – spytałam niepewnie.
-O wszystkim – westchnienie uleciało z jego ust. – Głównie o
rzeczach, których nie jestem w stanie przeanalizować w ciągu dnia.
Już miałam zadać
kolejne pytanie, ale nie zrobiłam tego, gdyż moja głowa osunęła się z jego
ramienia. Obserwowałam jak szuka czegoś w kieszeniach spodni. Kiedy wyciągnął
pudełko czerwonych Marlboro i zapalniczkę wyjął jednego papierosa i wsunął go
pomiędzy swoje wargi. Przyglądałam mu się intensywniej, kiedy ciepły płomień
ognia oświetlił jego twarz. Schował zapalniczkę do kieszeni i zaciągnął się
papierosem po chwili wypuszczając z ust kłąb dymu. Położył się na zimnym
betonie i znowu zaciągnął się nikotyną. Nie czekając chwili dużej położyłam się
obok niego i wyrwałam peta z jego palców. Sama się nim zaciągnęłam i powoli
wypuściłam dym.
-Nie wiedziałem, że palisz – wpatrywał się we mnie, kiedy po
raz kolejny wypuszczałam kłąb dymu z pomiędzy warg.
-Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz, Malik.
Figlarny błysk w
moim oku idealnie komponował się z lekkim uśmieszkiem, kiedy widziałam jego
lekkie oszołomienie moją śmiałością. Oddałam mu papierosa i położyłam się wygodniej. Po chwili poczułam
jak silne ramie przyciąga mnie bliżej siebie, przez co mogłam wtulić się w jego
bok. Przymknęłam oczy rozkoszując się chwilą.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
Gwałtownie
podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Po raz kolejny zaciągał się papierosem
i wypuszczał z ust ciemnoszary dym. Nie patrzył na mnie tylko gdzieś w niebo
rozciągające się nad nami. Zmarszczyłam brwi i odpowiedziałam po dłuższym
zastanowieniu.
-Chyba tak, a ty? – spytałam i nie ukrywam, naprawdę mnie to
ciekawiło.
-Nie wierzyłem, ale przy tobie chyba zacząłem, Louise.
Podniósł na mnie
wzrok wwiercając się spojrzeniem w moje tęczówki. Robiłam to samo zastanawiając
się chwilę nad tym co przed chwilą usłyszałam. Dopiero po kilku sekundach zdałam
sobie sprawę o co mu chodzi.
Nie.
Nie czekając dłużej
przyciągnęłam go do siebie za szyję, przez co zawisł nade mną i złączyłam nasze
wargi w długim pocałunku. Nie wiem co to było, ale cos przyciągało mnie do
niego jak magnes. Czułam potrzebę bycia blisko niego, mimo, że nadal myślałam o
tym co powiedziała mi Chloe. Cholera, pieprzyć to.
Mocniej przywarł do
wargami do moich, kiedy pociągnęłam za końcówki ciemnych włosów. Oderwał się
ode mnie na dosłownie kilka sekund, aby zaciągnąć się papierosem i ponownie
mnie pocałował wypuszczając dym w moje usta. Uśmiechnęłam się delikatnie nie
przerywając pocałunku i wypuściłam dym przez nos. Czułam jak jego ręka jeździ
po moim udzie zahaczając co jakiś czas o materiał sukienki, ale nie posunął się
dalej niż do połowy mojego uda. W końcu po kilku minutach odsunął się ode mnie
i usiadł na betonowym dachu. Zrobiłam to samo wpatrując się w niego przez kilka
sekund. Uśmiechnęłam się delikatnie i przejechałam kciukiem po swojej dolej
wardze, która była nieco nabrzmiała, co zwaliłam na karb pocałunku.
Siedzieliśmy tak
chwile w ciszy wpatrując się w niebo przed nami aż nie poczułam, że robi się chłodno.
Mocniej naciągnęłam na ramiona skórzana kurtkę i potarłam ręce próbując
wytworzyć trochę ciepła. Zayn spojrzał na mnie trochę skonsternowany.
-Zimno ci?
Pomachałam twierdząco
głową. Podniósł się i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Przyjęłam ją, a już po
chwili zostałam pociągnięta w górę. Zachwiałam się lekko, ale szybko odzyskałam
równowagę i uśmiechnęłam się delikatnie. On zrobił to samo znowu zahaczając zębami
o dolna wargę.
Och Boże zlituj się…
***
-Gdzie jesteśmy? – spytałam rozglądając się po okolicy, nigdy
tu nie byłam, tak sądzę.
-U mnie.
Och.
Wysiadłam z
samochodu kiedy otworzył drzwi po mojej stronie i dokładniej przyjrzałam się budynkom
otaczającym nas. Sądzę, że był to wschodnia część miasta chyba niedaleko
centrum. Była to jedna z tych dzielnic, które dziewczyny w moim wieku starają się
unikać. Aż ciarki mnie przeszły. Poczułam jak jego palce muskają moją dłoń
zmuszając do zmiany centrum zainteresowania z zabudowy na niego. Niepewnie splótł
nasze palce i pociągnął mnie w kierunku wejścia do jednej z kamienic.
Mieszkanie było
małe, ale ładne i czyste. Ciepłe światło rozjaśniało salon, w którym znajdywała
się ciemna kanapa i może 45 calowy telewizor. Oprócz tego stało tam jeszcze
kilka mebli, stół z krzesłami i konsola PSP. Kuchnia nie była tu oddzielnym
pomieszczeniem, ale tylko większą wnękom, gdzie umieszczono niezbędne sprzęty
takie jak lodówka, piekarnik, czy kuchenka mikrofalowa. Zrobiłam kilka kroków w
głąb mieszkania, aby lepiej zbadać jego rozmieszczenie. Kilka metrów od drzwi
znajdował się krótki korytarz, na końcu którego widniała para drzwi
prowadzących do dwóch różnych pokoi. Za jednymi jest pewnie łazienka, a za
drugimi sypialnia. Jego.
-Masz ochotę się czegoś napić?
Miękki głos
dochodzący z kuchni sprawił, że gwałtownie się obróciłam. Ruszyłam w jego
stronę.
-Umm, a masz wino?
Przytaknął na co
delikatnie się uśmiechnęłam i oparłam o blat kuchenny. Obserwowałam jak z
szafki wyjmuje dwa kieliszki i butelkę jakiegoś czerwonego wina, którego nazwy
nie zdążyłam zauważyć. Otworzył ją i wlał po trochę czerwonej cieczy do każdego
z kieliszków. Podniosłam jeden z nich i upiłam łyk. Zayn zrobił to samo, ale ku
mojemu zdziwieniu od razu wyzerował zawartość naczynia. Spojrzałam na niego
lekko skonsternowana, kiedy odstawił kieliszek na blat i zmierzył mnie
wzrokiem. Pochylił się nade mną i umieścił dłonie po obu stronach mojej talii.
Nasze twarze dzieliły nieliczne milimetry, a nosy prawie się stykały.
Oddychałam trochę ciężej niż on, co było spowodowane moim pulsem, który
przyśpieszał do granic możliwości.
Kieliszek wypadł z
mojej dłoni i z hukiem rozbił się na podłodze, kiedy gwałtownie uderzył wargami
w moje usta. Zareagowałam równie szybko kładąc dłoń na jego policzku i
odwzajemniając głodny pocałunek. Poczułam jak jego ręce niepewnie zsuwają kurtkę
z moich ramion. Zdjęłam ją do końca i rzuciłam na podłogę w bliżej nieokreślonym
kierunku. Uśmiechnął się nie przerywając kontaktu naszych ust i wsunął język
pomiędzy moje wargi. Ponownie umieściłam ręce na jego karku pogłębiając
namiętny i agresywny pocałunek.
Następnie wszystko działo
się szybko. Zsunięcie mojej sukienki, posadzenie mnie na blacie i niemal, że
zdarcie jego koszulki. Nasze wargi traciły kontakt w sporadycznych momentach,
cały czas dzieląc się miłosnymi ugryzieniami. Byliśmy niemal, że w transie. W
naszej własnej bańce mydlanej. Chciałam czuć go jak najbliżej siebie. Było w
nim coś co niesamowicie mocno mnie do niego przyciągało, a niemętne pocałunki,
składane teraz na mojej szyi nie ułatwiały trzymania się od niego z daleka. Do
rzeczywistości przywołały mnie dopiero palce szarpiące nerwowo zapięcie
stanika. Błękitne oczy rozszerzyły się ze strachu.
Spanikowałam.
-Z-zayn – szepnęłam odpychając delikatnie jego natarczywe
ramiona.
Odsunął się i
spojrzał na mnie delikatnym, ale pytającym wzrokiem.
-N-nie chcę wprowadzać cię w błąd.
Nie patrząc na
niego zeskoczyłam z blatu i wsunęłam sukienkę
na swoje obnażone ciało. Patrzył na mnie z konsternacją. Zapięłam zwinnie
sukienkę i podniosłam kurtkę z podłogi
otrzepując ją przed założeniem.
-Co? – marszczy brwi wpatrując się we mnie.
-Nie będę panienką na jedna noc, Zayn.
Cichy, niepewny
szept wydobył się z moich ust. Odważyłam się na niego spojrzeć, co okazało się ogromnym
błędem. Wpatrywał się we mnie z niemal obrzydzeniem…? Nie wiem.
-Nie byłabyś nią, złotko. Jak możesz tak w ogóle myśleć?
Znalazł się przy
mnie w ułamku sekundy i złapał mnie za dłoń desperacko szukając moich
błękitnych tęczówek. Odwracałam wzrok za każdym razem gdy łapaliśmy choć krótki
kontakt wzrokowy. Wyszłam z kuchni, a on niczym cień ruszył za mną śledząc każdy,
nawet mój najmniejszy ruch. Złapałam szybko torebkę, którą wcześniej położyłam na
stoliku w salonie i poszłam w stronę drzwi.
-P-pójdę już – wymamrotałam naciskając klamkę.
Wtedy natychmiast stanął
obok mnie i owinął palce wokół mojego nadgarstka uniemożliwiając mi otwarcie
drzwi. Spojrzałam na niego pytająco, ale nic nie udało mi się wyczytać z jego
kamiennej twarzy. Miodowe oczy delikatnie lśniły w ciepłym blasku oświetlającym
pokój. Jego oczy były niesamowite. Wstrzymałam oddech kiedy w końcu rozchylił
wargi, ale nie uleciało z nich żadne słowo. Wyrwałam rękę z jego uścisku i
otworzyłam drzwi wychodząc na klatkę schodową.
-Zostań ze mną, proszę.
Cichy głos, niemal
szept, tylko tyle sprawiło, żebym wróciła do mieszkania i mechanicznie zamknęła
za sobą drzwi.
Wiem, że chodziło
tylko o tę jedną noc, podczas której i tak pewnie będziemy spać w dwóch różnych
pokojach, ale coś w jego głosie mówiło mi, że nie chodzi tu tylko o te kilka
godzin spędzonych razem pod osłoną nocy.
__________________________________
Krótko, zwięźle i na temat. Powiem Wam, że idk czemu, ale okropnie ciężko pisało mi się ten rozdział, wiem, że jest trochę denny, ale w następnym będzie trochę więcej słów wyjeśnienia. Nie będę się bardziej rozpisywac. Komentujcie, obserwójcie, bo to bardzo motywuje.
Do nast. See ya ♥
boski!
OdpowiedzUsuńJezu dawaj szybko nn ♥♥♥