środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 6 "Become"



   Nie czekał na moją odpowiedz, kiedy agresywnie przyciągnął mnie do siebie za biodra. Pisnęłam cicho, ale uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Owinęłam ręce wokół jego karku, kiedy przywarłam do niego plecami. Moje pośladki przylegały do jego krocza, ale nie zaprzestałam ruchów bioder. Mogłam być pewna, że na jego twarzy też gości uśmiech, kiedy mruknął cicho usatysfakcjonowany, od czego jego klatka lekko zawibrowała. Otarłam się o niego mocniej, kiedy poczułam miękkie usta składające pocałunek na moim policzku, w miejscu gdzie kończy się szczeka. Kolejny został umiejscowiony na mojej szyi, a następny na ramieniu. Poczułam jak jego dłonie przekręcają mnie w jego stronę. Nie protestowałam i przestałam kręcić swoim ciałem w rytm dudniących basów. Spojrzałam na niego niepewnie uśmiechając się, ale równie szybko spuściłam wzrok. Poczułam jak jego kciuk i palec wskazujący podnosi do góry moja brodę, przez co zostałam zmuszona do spojrzenia w jego miodowe oczy.
-Nie uciekaj przede mną, Louise.
   Słowa te nie zdążyły być przeanalizowane przez mój mózg, bo zaraz po wypowiedzeniu ich jego usta dotknęły moich rozpraszając wszystko wokół. Powoli wsunął język pomiędzy moje wargi zachęcając do odwzajemnienia pocałunku. Przez tak intensywny kontakt musiałam mocniej opleść rękoma jego szyje, aby mieć jakąś asekurację oprócz dłoni ściskających mocno moja talię. Niepewnie oddałam pocałunek, ale nim zdążyłam w pełni się nim nacieszyć odsunął się ode mnie jakby nigdy nic. Spojrzałam na niego nieco zawiedziona. Mój oddech był przyśpieszony, a serce waliło tak mocno, że pozostało mi tylko modlenie się w duchu aby go nie usłyszał. On, w odróżnieniu do mnie, wydawał się kompletnie niewzruszony. Ciekawe ile kobiet całował przede mną.
   Uśmiechnął się łobuzersko wiedząc jaki efekt wywarł na mnie jego głodny pocałunek. Moje serce powoli zaczęło się uspokajać i wolniej pompować krew, przez co oddech tez nieco zwolnił. Dopiero wtedy nabrałam odwagi, aby na niego spojrzeć. Moje ręce w dalszym ciągu były ciasno zaplecione na jego karku, więc nasze twarze dzieliły milimetry, a wargi prawie się stykały. Mogłam poczuć jego papierosowy oddech, który owiewał moją twarz. Brązowe tęczówki wpatrywały się w moje niebieskie szukając w nich jakiejś bliżej nieznanej mi rzeczy. Niemal tonęłam w jego wzroku kiedy przesuwał dłoń po moim boku, owiniętym tylko przez krwisty materiał sukienki. Rozchyliłam delikatnie wargi, gdy jego ręka dosięgnęła moich pośladków. Uśmiechnął się zadowolony z uzyskanej reakcji. Wcześniejsze próby utrzymania mojego tętna w normie skończyły się daremnie, gdyż znowu przyspieszyło. Co ja mówię. Przecież moje serce zawsze waliło dwa razy szybciej niż zazwyczaj, kiedy był przy mnie.
-Chodź, chcę cię gdzieś zabrać – powiedział odsuwając się ode mnie.
-Mogę wiedzieć gdzie?
-Hmm, nie.
   Przeciskaliśmy się pomiędzy tańczącymi ludźmi kierując się w stronę wyjścia z klubu. Tym razem jego długie palce ciasno oplatały mój nadgarstek, co sprawiało mi mały ból, ale postanowiłam siedzieć cicho. 

***

-Zayn nie wiem czy możemy tu być.
-Zaufaj mi złotko.
   Jego łagodne słowa nie za bardzo mnie uspokoiły kiedy szliśmy długimi kręconym schodami na dach jakiegoś wysokiego budynku. Co jakiś czas zerkał za siebie sprawdzając czy aby na pewno za nim idę. Nie potrzebnie. Gdybym miała uciec zrobiłabym to już dawno, ale coś mnie przy nim trzymało. Sprawiało, że lgnęłam do niego jak ćma do jaskrawej jarzeniówki.
   Ogromne metalowe drzwi otworzyły się ze skrzypem, na który lekko podskoczyłam. Nie lubię takich dźwięków. Ugh. Zayn niepewnie chwycił moją dłoń i poprowadził mnie w stronę wyjścia na dach. Z jego pomocom przekroczyłam wysoki próg i stanęłam na odsłoniętym balkonie znajdującym się na dachu budynku. Widok zaparł mi dech w piersiach. Cudna panorama na Londyn spowita nocnym mrokiem, a nad wysokimi budynkami wirujące gwiazdy. Poczułam jak jego ramie owija się wokół mojej talii i przysuwa moje plecy do swojego torsu. Oparł głowę na moim ramieniu. Jego śmiałość i intymne gesty skierowane w moja stronę cały czas lekko szokują, ale teraz w miarę szybko otrząsnęłam się i uśmiechnęłam delikatnie.
-Podoba ci się złotko?
   Miękki szept wydobywający się z jego ust uspokajał mnie i sprawiał, ze atmosfera robiła się coraz bardziej… romantyczna? Nie.
-T-tak, jest cudownie – wyczuwam jak się uśmiecha.
   Odsunął się ode mnie i poprowadził mnie za rękę w stronę krawędzi. Zatrzymałam się kiedy podeszliśmy naprawdę blisko. Nie. Nie. Nie! Jest za wysoko. Ja chce na dół. Czułam jak moje serce łomocze, a lek wysokości daje o sobie nieźle znać. Cofnęłam się wyrywając rękę z niego uścisku. Wystraszonym wzrokiem spojrzałam na niego.
-Hej, złotko. Coś nie tak? Boisz się? – zmarszczył czoło i niepewnie ruszył w moją stronę.
-T-troszkę.
-Właśnie widzę, że troszkę. Choć spodoba ci się.
   Przytaknęłam nie ufając w pełni swojemu głosowi, a on wziął to za pełna przekonania odpowiedz. Delikatnie przyciągnął mnie do siebie i owijając moją drobną sylwetkę ramieniem ruszył w poprzednie miejsce. Niepewnie robiłam kolejne kroki w stronę końca dachu. Zamknęłam oczy nie chcąc widzieć tego co mnie czeka. Usłyszałam jego cichy śmiech na moją reakcję.
-Spokojnie złotko, ze mną nic ci nie grozi. Pozwól mi patrzeć w te cudne oczy.
   Miękki głos sprawił, że jak na komendę rozchyliłam powieki i spojrzałam na niego robiąc jeszcze jeden krok. Zatrzymał się, więc zrobiłam to samo i dopiero wtedy w pełni mogłam zobaczyć widok roztaczający się z dachu.
   O mój Boże.
   Cudowne dachy londyńskich kamienic zostały otulone wieczorną mgłą niczym puchowym płaszczem. Opustoszałe ulice oświetlone tylko przez ciepłe światła latarni, sprawiały, że miasto wydawało się jeszcze bardziej magiczne. W oddali widziałam Big Ben, którego wskazówki oznajmiały godzinę 11:20, czy coś koło tego. Obserwowałam Tamizę i kilka kołyszących się na niej łodzi. Kilka aut co jakiś czas przecinało wieczorną ciszę. Blask księżyca oświetlał całe miasto niczym wielki reflektor scenę, na której ma się zaraz odbyć przedstawienie. Podeszłam bliżej krawędzi i oparłam się o barierkę, która lekko się za trzęsła. Ale ten niesamowity widok sprawił, że nie zwróciłam na to zbyt dużej uwagi.
-Widzę, że ci się podoba.
   Jego głos wyrwał mnie z własnej banki mydlanej i sprawił, że sfrunęłam na ziemię. Spojrzałam na niego. Siedział na betonie z nogami zwisającymi luźno z dachu, rękoma opierał się o słupek barierki i wpatrywał się we mnie. Poklepał miejsce obok siebie zachęcaj do tego żebym usiadła. Uśmiechał się przy tym. Posłuchałam go i niepewnie wysunęłam nogi. Oparłam głowę na jego ramieniu i westchnęłam cicho.
-Tu jest przepięknie.
-Wiem, przychodzę tu, żeby oderwać cię od rzeczywistości, żeby pomyśleć. Wspaniałe miejsce.
-O czym tu myślisz? – spytałam niepewnie.
-O wszystkim – westchnienie uleciało z jego ust. – Głównie o rzeczach, których nie jestem w stanie przeanalizować w ciągu dnia.
   Już miałam zadać kolejne pytanie, ale nie zrobiłam tego, gdyż moja głowa osunęła się z jego ramienia. Obserwowałam jak szuka czegoś w kieszeniach spodni. Kiedy wyciągnął pudełko czerwonych Marlboro i zapalniczkę wyjął jednego papierosa i wsunął go pomiędzy swoje wargi. Przyglądałam mu się intensywniej, kiedy ciepły płomień ognia oświetlił jego twarz. Schował zapalniczkę do kieszeni i zaciągnął się papierosem po chwili wypuszczając z ust kłąb dymu. Położył się na zimnym betonie i znowu zaciągnął się nikotyną. Nie czekając chwili dużej położyłam się obok niego i wyrwałam peta z jego palców. Sama się nim zaciągnęłam i powoli wypuściłam dym.
-Nie wiedziałem, że palisz – wpatrywał się we mnie, kiedy po raz kolejny wypuszczałam kłąb dymu z pomiędzy warg.
-Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz, Malik.
   Figlarny błysk w moim oku idealnie komponował się z lekkim uśmieszkiem, kiedy widziałam jego lekkie oszołomienie moją śmiałością. Oddałam mu papierosa i  położyłam się wygodniej. Po chwili poczułam jak silne ramie przyciąga mnie bliżej siebie, przez co mogłam wtulić się w jego bok. Przymknęłam oczy rozkoszując się chwilą.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
   Gwałtownie podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Po raz kolejny zaciągał się papierosem i wypuszczał z ust ciemnoszary dym. Nie patrzył na mnie tylko gdzieś w niebo rozciągające się nad nami. Zmarszczyłam brwi i odpowiedziałam po dłuższym zastanowieniu.
-Chyba tak, a ty? – spytałam i nie ukrywam, naprawdę mnie to ciekawiło.
-Nie wierzyłem, ale przy tobie chyba zacząłem, Louise.
   Podniósł na mnie wzrok wwiercając się spojrzeniem w moje tęczówki. Robiłam to samo zastanawiając się chwilę nad tym co przed chwilą usłyszałam. Dopiero po kilku sekundach zdałam sobie sprawę o co mu chodzi.
   Nie.
   Nie czekając dłużej przyciągnęłam go do siebie za szyję, przez co zawisł nade mną i złączyłam nasze wargi w długim pocałunku. Nie wiem co to było, ale cos przyciągało mnie do niego jak magnes. Czułam potrzebę bycia blisko niego, mimo, że nadal myślałam o tym co powiedziała mi Chloe. Cholera, pieprzyć to.
   Mocniej przywarł do wargami do moich, kiedy pociągnęłam za końcówki ciemnych włosów. Oderwał się ode mnie na dosłownie kilka sekund, aby zaciągnąć się papierosem i ponownie mnie pocałował wypuszczając dym w moje usta. Uśmiechnęłam się delikatnie nie przerywając pocałunku i wypuściłam dym przez nos. Czułam jak jego ręka jeździ po moim udzie zahaczając co jakiś czas o materiał sukienki, ale nie posunął się dalej niż do połowy mojego uda. W końcu po kilku minutach odsunął się ode mnie i usiadł na betonowym dachu. Zrobiłam to samo wpatrując się w niego przez kilka sekund. Uśmiechnęłam się delikatnie i przejechałam kciukiem po swojej dolej wardze, która była nieco nabrzmiała, co zwaliłam na karb pocałunku.
   Siedzieliśmy tak chwile w ciszy wpatrując się w niebo przed nami aż nie poczułam, że robi się chłodno. Mocniej naciągnęłam na ramiona skórzana kurtkę i potarłam ręce próbując wytworzyć trochę ciepła. Zayn spojrzał na mnie trochę skonsternowany.
-Zimno ci?
   Pomachałam twierdząco głową. Podniósł się i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Przyjęłam ją, a już po chwili zostałam pociągnięta w górę. Zachwiałam się lekko, ale szybko odzyskałam równowagę i uśmiechnęłam się delikatnie. On zrobił to samo znowu zahaczając zębami o dolna wargę.
   Och Boże zlituj się…

***

-Gdzie jesteśmy? – spytałam rozglądając się po okolicy, nigdy tu nie byłam, tak sądzę.
-U mnie.
   Och.
   Wysiadłam z samochodu kiedy otworzył drzwi po mojej stronie i dokładniej przyjrzałam się budynkom otaczającym nas. Sądzę, że był to wschodnia część miasta chyba niedaleko centrum. Była to jedna z tych dzielnic, które dziewczyny w moim wieku starają się unikać. Aż ciarki mnie przeszły. Poczułam jak jego palce muskają moją dłoń zmuszając do zmiany centrum zainteresowania z zabudowy na niego. Niepewnie splótł nasze palce i pociągnął mnie w kierunku wejścia do jednej z kamienic.
   Mieszkanie było małe, ale ładne i czyste. Ciepłe światło rozjaśniało salon, w którym znajdywała się ciemna kanapa i może 45 calowy telewizor. Oprócz tego stało tam jeszcze kilka mebli, stół z krzesłami i konsola PSP. Kuchnia nie była tu oddzielnym pomieszczeniem, ale tylko większą wnękom, gdzie umieszczono niezbędne sprzęty takie jak lodówka, piekarnik, czy kuchenka mikrofalowa. Zrobiłam kilka kroków w głąb mieszkania, aby lepiej zbadać jego rozmieszczenie. Kilka metrów od drzwi znajdował się krótki korytarz, na końcu którego widniała para drzwi prowadzących do dwóch różnych pokoi. Za jednymi jest pewnie łazienka, a za drugimi sypialnia. Jego.
-Masz ochotę się czegoś napić?
   Miękki głos dochodzący z kuchni sprawił, że gwałtownie się obróciłam. Ruszyłam w jego stronę.
-Umm, a masz wino?
   Przytaknął na co delikatnie się uśmiechnęłam i oparłam o blat kuchenny. Obserwowałam jak z szafki wyjmuje dwa kieliszki i butelkę jakiegoś czerwonego wina, którego nazwy nie zdążyłam zauważyć. Otworzył ją i wlał po trochę czerwonej cieczy do każdego z kieliszków. Podniosłam jeden z nich i upiłam łyk. Zayn zrobił to samo, ale ku mojemu zdziwieniu od razu wyzerował zawartość naczynia. Spojrzałam na niego lekko skonsternowana, kiedy odstawił kieliszek na blat i zmierzył mnie wzrokiem. Pochylił się nade mną i umieścił dłonie po obu stronach mojej talii. Nasze twarze dzieliły nieliczne milimetry, a nosy prawie się stykały. Oddychałam trochę ciężej niż on, co było spowodowane moim pulsem, który przyśpieszał do granic możliwości.
   Kieliszek wypadł z mojej dłoni i z hukiem rozbił się na podłodze, kiedy gwałtownie uderzył wargami w moje usta. Zareagowałam równie szybko kładąc dłoń na jego policzku i odwzajemniając głodny pocałunek. Poczułam jak jego ręce niepewnie zsuwają kurtkę z moich ramion. Zdjęłam ją do końca i rzuciłam na podłogę w bliżej nieokreślonym kierunku. Uśmiechnął się nie przerywając kontaktu naszych ust i wsunął język pomiędzy moje wargi. Ponownie umieściłam ręce na jego karku pogłębiając namiętny i agresywny pocałunek.
   Następnie wszystko działo się szybko. Zsunięcie mojej sukienki, posadzenie mnie na blacie i niemal, że zdarcie jego koszulki. Nasze wargi traciły kontakt w sporadycznych momentach, cały czas dzieląc się miłosnymi ugryzieniami. Byliśmy niemal, że w transie. W naszej własnej bańce mydlanej. Chciałam czuć go jak najbliżej siebie. Było w nim coś co niesamowicie mocno mnie do niego przyciągało, a niemętne pocałunki, składane teraz na mojej szyi nie ułatwiały trzymania się od niego z daleka. Do rzeczywistości przywołały mnie dopiero palce szarpiące nerwowo zapięcie stanika. Błękitne oczy rozszerzyły się ze strachu.
   Spanikowałam.
-Z-zayn – szepnęłam odpychając delikatnie jego natarczywe ramiona.
   Odsunął się i spojrzał na mnie delikatnym, ale pytającym wzrokiem.
-N-nie chcę wprowadzać cię w błąd.
   Nie patrząc na niego zeskoczyłam  z blatu i wsunęłam sukienkę na swoje obnażone ciało. Patrzył na mnie z konsternacją. Zapięłam zwinnie sukienkę i podniosłam kurtkę  z podłogi otrzepując ją przed założeniem.
-Co? – marszczy brwi wpatrując się we mnie.
-Nie będę panienką na jedna noc, Zayn.
   Cichy, niepewny szept wydobył się z moich ust. Odważyłam się na niego spojrzeć, co okazało się ogromnym błędem. Wpatrywał się we mnie z niemal obrzydzeniem…? Nie wiem.
-Nie byłabyś nią, złotko. Jak możesz tak w ogóle myśleć?
   Znalazł się przy mnie w ułamku sekundy i złapał mnie za dłoń desperacko szukając moich błękitnych tęczówek. Odwracałam wzrok za każdym razem gdy łapaliśmy choć krótki kontakt wzrokowy. Wyszłam z kuchni, a on niczym cień ruszył za mną śledząc każdy, nawet mój najmniejszy ruch. Złapałam szybko torebkę, którą wcześniej położyłam na stoliku w salonie i poszłam w stronę drzwi.
-P-pójdę już – wymamrotałam naciskając klamkę.
   Wtedy natychmiast stanął obok mnie i owinął palce wokół mojego nadgarstka uniemożliwiając mi otwarcie drzwi. Spojrzałam na niego pytająco, ale nic nie udało mi się wyczytać z jego kamiennej twarzy. Miodowe oczy delikatnie lśniły w ciepłym blasku oświetlającym pokój. Jego oczy były niesamowite. Wstrzymałam oddech kiedy w końcu rozchylił wargi, ale nie uleciało z nich żadne słowo. Wyrwałam rękę z jego uścisku i otworzyłam drzwi wychodząc na klatkę schodową.
-Zostań ze mną, proszę.
   Cichy głos, niemal szept, tylko tyle sprawiło, żebym wróciła do mieszkania i mechanicznie zamknęła za sobą drzwi.
   Wiem, że chodziło tylko o tę jedną noc, podczas której i tak pewnie będziemy spać w dwóch różnych pokojach, ale coś w jego głosie mówiło mi, że nie chodzi tu tylko o te kilka godzin spędzonych razem pod osłoną nocy. 

__________________________________
Krótko, zwięźle i na temat. Powiem Wam, że idk czemu, ale okropnie ciężko pisało mi się ten rozdział, wiem, że jest trochę denny, ale w następnym będzie trochę więcej słów wyjeśnienia. Nie będę się bardziej rozpisywac. Komentujcie, obserwójcie, bo to bardzo motywuje.
Do nast. See ya ♥

1 komentarz: