Big Ben wybijał godzinę piętnastą kiedy cztery Brytyjki przekraczały próg kolejnego sklepu. Zmęczone taszczeniem ciężkich torem rzuciłyśmy je na kanapy stojące w centralnej części sklepu. Same także opadłyśmy na siedzenia obok swoich pakunków. Do naszej czwórki natychmiast podbiegła managerka lokalu: niezwykle wysoka i chuda blondynka. Wyglądała na nie więcej niż dwadzieścia pięć lat. Czyli już w najpiękniejszych latach jej życia zrobili z niej żmiję finansową. Współczuje skarbie.
Posiadała niezwykle długie i gęste rzęsy, a jej duże błękitno-białe oczy były cudowne, ale sprawiały wrażenie fałszywych. Świetna postawa do tego miejsca! Mówiąc szczerze nie wyglądała na osobę inteligentną. Jej gesty i sposób wypowiadania się był idealnie wytrenowany. To tak jak z psem. Jeśli będziesz uczyć go jakiejś sztuczki przez dłuższy czas, to on w końcu wykona ją wzorowo… Wspaniałe kobiece kształty idealnie pasowały do jej smukłej sylwetki. Podejrzewam, że męska część klientów tego sklepu nie narzekała na jej usługi. Nie tylko jeśli chodzi o pomoc w doborze ubrań… Idealny wygląd dziewczyny dopełniał nienaganny strój. Elegancka, niezwykle prześwitująca biała bluzka, którą miała na sobie, była zapięta pod samą szyję i ozdobiona perłowymi guzikami, które umieszczone zostały przy mankietach oraz ich sznur ciągnął się od kołnierza do momentu aż tkanina została wpuszczona w kruczoczarną spódnicę. Żorżeta opinała jej nogi przed kolano tym samym świetnie prezentując jej pośladki. Kończyny kobiety były idealnie gładkie i muśnięte słońcem. Strasznie wysokie szpilki wydłużały jej i tak już długie nogi. Platynowe włosy opadały na jej proste plecy i okalały jasną twarz okraszoną uśmiechem. Zza jej malinowych warg ukazywał się rząd prostych śnieżnobiałych zębów. Bez jakiejkolwiek biżuterii, piercing’u, czy widocznych tatuaży. Aż trudno uwierzyć, że ten chodzący wabik na facetów wyprodukowała matka natura. Chyba, że w skład wynagrodzenia wchodzą tez opłaty za chirurga plastycznego...
Oto nadchodził synonim perfekcji –Claire.
-Och! Louise! Jak cudownie ciebie, oraz was drogie dziewczęta, gościć tu ponownie – pisnęła zbyt uprzejmym głosem.
-My też się cieszymy – wymusiłam miły ton. – Yyy, szukamy czegoś na lato. Claire, na pewno pomożesz nam w wyborze?
-Naturalnie! – poszerzyła swój uśmiech tak, że aż mnie zaczęły bolec policzki.
Kobieta prowadziła mnie i moje trzy przyjaciółki ze szkoły, pomiędzy półkami i wieszakami, na których znajdowały się kreacje na nadchodzący sezon. Po wybraniu masy ubrań ruszyłyśmy w kierunku przymierzalni. Po kolei odsłaniałyśmy kotary i wychodziłyśmy ze swoich kabin w nowych stylizacjach. Wszystkie były cudowne. Claire przy każdej naszej nowej odsłonie doskonale wykonywała swoją prace mówiąc: „Świetnie w tym wyglądacie! Powinnyście to kupić”. Przyznam, że miała racje, a jej komentarze, za każdym razem utwardzały nie w tym, że wyjdę stąd obkupiona po samą szyję. Cholera, dobra jest. Ostatecznie po spędzeniu ponad godziny w sklepie i wysłuchaniu wszystkich komentarzy Claire wyszłyśmy z tego raju obładowane nową porcją toreb. Norma.
Uwielbiałam chodzić z dziewczynami na zakupy. W sumie Zoe, Cara i Danielle były jedynymi osobami, z którymi mój tata pozwalał się spotykać i które lubiłam. Były naprawdę fajne, przebywanie w ich towarzystwie jeszcze fajniejsze. Rozumiały moja sytuację, bo same w domu miały podobną musztrę ale one w przeciwieństwie do mnie nie sprzeciwiały się temu. Ja nie jestem taka. Ja walczę. O moje życie. O przyjaźń z Chloe. O to żeby żyć tak jak chcę. Nie pozwolę ojcu zamknąć się pod kluczem i nie robić niczego oprócz nauki. Ja chcę się bawić. Ja będę się bawić. Nie rozumiem jak one mogą mieć tak nudne życie. Szkoła. Dom. Nauka. Szkoła. Dom. Nauka. Szkoła. Dom. Nauka. Szkoła. Dom… I raz na ruski rok spotkania takie jak to. Może dlatego mój tata je tolerował? Bo są spokojne? Ułożone? Są zupełnym przeciwieństwem Chloe. Ach… Szkoda że mama nie żyje. Gdyby była tu z nami na pewno wiedziałaby jak wpłynąć na ojca. Wciąż odczuwam jej brak. Tęsknie za nią, zwłaszcza, że jestem do niej bardzo podobna. Chodzi mi o charakter. Też była taka spontaniczna i nieposłuszna. Moja mamusia.
***
Kiedy po kilkugodzinnym sklepowym szaleństwie miałyśmy już pójść postanowiłyśmy napić się jakiejś dobrej kawy i zjeść ciastko. Starbucks mieścił się kilka sklepów dalej, więc gdy z trudnością pokonałyśmy ten niezwykle długi, bo aż dwudziestometrowy dystans, z wielką ulga rozsiadłyśmy się na krzesłach. Nie miałam ochoty się nigdzie ruszać, lecz dziewczyny po krótkiej kłótni wypchnęły mnie bym zamówił dla nas napoje. Z ogromnym ociąganiem powlekłam swoje nogi do kas. Westchnęłam pod nosem na widok okropnie długiej kolejki i stanęłam na jej końcu. Z kieszeni shortów wyciągnęłam I phone’a i zaczęłam przeglądać strony internetowe.
Wzdrygnęłam się kiedy nagle czyiś głos przerwał mi czytanie artykułów.
-Czy my się nie znamy?
Pamiętałam skądś ten głos. Tego byłam pewna.
Podniosłam wzrok znad telefonu i spojrzałam w jego miodowe tęczówki. Świeciły tym samym triumfem, co wtedy, kiedy się poznaliśmy. Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie naszego niedoszłego pocałunku.
Zayn.
-Tak, wydaje mi się, że umówiliśmy się na randkę – zaczęłam, drocząc się z nim.
-Kawa. To miała być tylko kawa – streścił przewracając teatralnie oczyma, ale wiedziałam, że w jego źrenicach tańczyło rozbawienie.
Zachichotałam.
-Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteśmy w kawiarni? Więc...
-Przepraszam - przerwałam mu zanim skończył. - Jestem z przyjaciółkami.
-Och... - westchnął. - A masz czas dzisiaj wieczorkiem?
-Tak, mam - w zasadzie to nie wolno mi nigdzie wychodzić wieczorami, ale co to dla mnie zwiać z chałupy po raz kolejny? - To gdzie i o której?
-Hmm. Znam świetną restaurację, zabiorę cię tam. Bądź gotowa na ósmą, podjadę po ciebie, tylko podaj adres.
Ok, możesz po mnie podjechać, ale najpierw musisz wyrwać mnie z rodzicielskich szponów mojego tatusia…
-Yyy, a nie możemy spotkać się na miejscu? - zaśmiałam się nerwowo.
-Niby możemy, ale czemu nie mogę po prostu po ciebie pojechać?
-Ugh... Długa historia. Wybacz mi, ale muszę już iść - wskazałam kciukiem za siebie, gdzie czekały zniecierpliwione Zoe, Danielle i Cara.
-Okej, to widzimy się potem, miło było znowu cię widzieć Louise.
Chłopak ponownie chwycił moją drobną dłoń i poprowadził ją do swoich ust, aby złożyć na niej pocałunek. Nawet na sekundę nie odrywał wzroku od moich tęczówek. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Miło było znowu cię widzieć Zayn. Do później.
Pomachałam mu na pożegnanie i ruszyłam w stronę dziewczyn. Przez to niespodziewane spotkanie zupełnie zapomniałam o kawie. Dziewczyny z resztą chyba też.
***
Kiedy wróciłam do domu natychmiast ruszyłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Rzuciłam zakupy na podłogę obok wejścia do garderoby i wpadłam w pierzynę na wielkim łóżku. Spojrzałam na budzik stojący na szafce nocnej, aby sprawdzić godzinę. Była 18:00. Zaalarmowana tak późną godziną zerwałam się na równe nogi i weszłam do garderoby. Stałam bezradnie przed wieszakami, na których wisiały sukienki, przez dłuższą chwilę. Żądna mi się nie podobała. Wyciągnęłam do pomieszczenia torby z zakupów i wyjęłam z nich ubrania. Ze sterty ciuchów wygrzebałam czarną sukienkę na cienki ramiączkach, której materiał z przodu sięgał mi do połowy ud, a z tyłu ciągnął się znacznie za kolana. Była śliczna.
Poszłam do łazienki, aby wziąć prysznic i założyć wybraną kreację. Po tym jak wytarłam ciało i wysuszyłam włosy, wciągnęłam na siebie czarny materiał. Włosy przeczesałam kilkakrotnie szczotką i zostawiłam je rozpuszczone, aby opadały falami na moje ramiona. Wróciłam do swojej sypialni i usiadłam przy toaletce w celu zrobienia makijażu. Wykonałam tylko dwie cienkie kreski eyelinerem i przeciągnęłam maskarą po rzęsach. Stwierdziłam, że wyglądam nieźle, więc poszłam do garderoby, aby wybrać buty. Po paru chwilach niezdecydowania na moich stopach widniały czarne szpilki, które świetnie pasowały do wybranej wcześniej sukienki. Po raz kolejny spojrzałam na zegarek. 19:15. Ok, czas się zbierać.
Po raz ostatni spojrzałam w lustro po czym ściągnęłam ze stóp szpilki. Do małej torebki wrzuciłam telefon, chusteczki i mój komplet kluczy po czym przełożyłam sobie ją przez ramię i głowę. Wzięłam buty w dłoń i ostrożnie otworzyłam drzwi do pokoju. Na palcach dreptałam po zimnej podłodze w stronę wyjścia.
Adrenalin buzowała w moich żyłach kiedy stałam przed drzwiami frontowymi i naciskałam na klamkę. Wtedy poczułam za sobą czyjąś obecność i szorstkie, zgryźliwe słowa:
-A ty panienko, dokąd się wybierasz? - syknął.
Zacisnęłam zęby i odwróciłam się na pięcie w stronę mojego ojca. Cholera...
_____________________________________________
Fajne :D
OdpowiedzUsuńŚwietne będę czytać :)
OdpowiedzUsuń